Wielobarwne wstążki – 1

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki pobudzały do poruszania się w jej takt. Uroczysty piękny festyn z okazji święta Ziemi właśnie się rozpoczął. Jak co roku i dziś celebrujący go ludzie tłumnie przybyli ubrani w odświętne stroje i w doskonałych humorach dołączali do tańczących.

Mała lokalna orkiestra przygrywała towarzystwu ulubione i specjalnie na tę okazje wybrane utwory.

Było tu dużo zachwyconych imprezą dzieci. Niektóre z nich w przebraniach – za kapustę, drzewo, czy nawet wodę. Wszyscy bawili się doskonale i w ten sposób wyrażali swą wdzięczność za wszystkie otrzymywane na co dzień dary Ziemi.

Nie było tu miejsca na narzekania, smutek czy zwątpienie. Niewielka społeczność miała czyste i szczere serca i umiała cieszyć się wszystkimi, najmniejszymi nawet rzeczami, które dla wielu ludzi były oczywistością. Celebrujący szanowali się wzajemnie i zawsze pomagali w kłopotach. Wiedzieli, że razem mają wszystko, czego potrzeba do życia.

Autor: Gwiazdeczka

To kiedyś musiało – 47

To kiedyś musiało się stać. Młoda radosna dziewczyna, w jasnej sukience i zielonym wianku na włosach, zauważyła smutną, obszarpaną postać kuląca się w cieniu Rosochatej Przydrożnej Wierzby. Ucieszyła się, gdyż rozpoznała przyjaciela, który nie wiadomo skąd wziął się w tym radosnym, zielonym świecie. Podbiegła do niego i swoją postacią osłoniła go przez jaskrawymi promieniami słońca.

Mężczyzna, w cieniu, jaki zapewniały mu wierzba i młoda dziewczyna, rozluźnił się. Świat przestał już być tak drażniący i bolesny. Tak jasny i tak sprzeczny ze wszystkim, co Jesienny Smętek kochał, lubił, czym żył. Podniósł oczy na dziewczynę i zapytał:

– Kim jesteś?

– Teraz jestem Majową Panienką, a od bardzo, bardzo dawna twoją przyjaciółką. Nie poznajesz mnie?

– Nigdy cię wcześniej nie spotkałem. Zapamiętałbym takie radosne, bezrozumne coś… – zaczepnie odpowiedział Smętek. Wyglądało, jakby chciał się rozpłakać.

– Jesienny Smętku mamy za sobą wiele przegadanych godzin, dni, tygodni, miesięcy. Zwykle lubisz ze mną rozmawiać…

Przerwała, gdy zobaczyła niedowierzające spojrzenie przyjaciela. Zastanowiła się chwilę, wzięła głęboki oddech i spokojnie mówiła dalej.

– Widzisz, mój wygląd i imiona, zachowanie, nawyki i upodobania zmieniają się. Ale cały czas jestem sobą, Porą Roku. Jeszcze niedawno byłam Białą Królową, potem Kapryśną Marzanną. Teraz jestem Majową Panienką. Później będę również Zielonym Latem, Złotowłosą Panią i Kolorową Dziewczyną. A następnie, najdalej za pół roku, znowu stanę się Jesienną Nostalgią, którą tak lubisz. Będziemy prowadzić długie rozmowy ze sobą i Wiatrem co Świszczy w Kominie lub hula po polach.

Smętek patrzył na nią z niedowierzaniem i namysłem, a ona zapytała:

– Jak się tu znalazłeś? Ta pora nie jest zdrowa dla ciebie.

– Nie bardzo pamiętam…

Popatrzyła na niego z troską i powiedziała.

– Wiesz, porozmawiamy o tym za kilka miesięcy. Będziemy mieli dużo czasu. Na razie musimy znaleźć dla ciebie bezpieczne schronienie.

Majowa Panienka popatrzyła na Rosochatą Wierzbę z pytaniem, troską, prośbą i jednocześnie z rosnącą nadzieją. Drzewo nie mogło znieść takiego ładunku emocji w jednym spojrzeniu, więc niechętnie otworzyło swój pień i rozsunęło korzenie. Utworzyła się piaszczysta, wygodna jama.

– Wchodź tam – Wierzba warknęła do Smętka – przechowam cię te parę miesięcy. Będzie ci sucho i ciepło. Możesz się smucić do woli, ale na rozmowy ze mną nie masz co liczyć.

Jesienny Smętek posłusznie wszedł do jamy i ułożył się w niej, jak do snu. Popatrzył z nadzieją na Majową Panienkę i zapytał:

Czy wrócisz po mnie jesienią?

– Oczywiście kochany, a wcześniej i tak będę często tu przychodzić, żeby sprawdzić, jak się miewasz i porozmawiać z Wierzbą – odpowiedziała Majowa Panienka.

Wyciągnęła z kieszeni fujarkę i zaczęła grać słodką, spokojną kołysankę. Wierzba zaszumiała gałązkami i listkami. Śpiewała swoją pieśń. Jesienny Smętek rozluźnił się i zamknął oczy. Zaczął głęboko oddychać i wkrótce zasnął. Majowa Panienka położyła przy nim fujarkę, żeby dalej grała kołysankę, a Wierzba zasklepiła swój pień.

– Bę o niego dbała – mruknęła, udając obojętność.

– Wiem, kochana.

Majowa Panienka popatrzyła przepraszająco na Rosochatą Wierzbę i powiedziała:

Wybacz mi, że postawiłam cię w kłopotliwej sytuacji. Nie wypadało ci odmówić.

Drzewo milczało, a dziewczyna dodała namysłem:

– Ale, wiesz co? Myślę jednak, że i tak zaopiekowałabyś się tym biedakiem.

Stara Wierzba zaszumiała gałązkami i liści i z rezygnacją powiedziała:

Proszę, zachowaj to dla siebie. Chcę spokoju, a nie tabunu różnych istot żądających, żebym się nimi zała.

Majowa Panienka uśmiechnęła się i delikatnie pogładziła rosochaty pień. Z wielkim zdziwieniem zobaczyła w swojej dłoni nową fujarkę.

– To dla ciebie – mruknęła Wierzba – swoją zostawiłaś przy Smętku.

Dziękuję – znowu uśmiechnęła się młoda dziewczyna.

Porozmawiały jeszcze chwilę i pożegnały się. Majowa Panienka wróciła do swoich zajęć, a Rosochata Wierzba przysnęła. W jej korzeniach smacznie spał również Jesienny Smętek. Spokojnie śnił o jesiennych szarugach i długich rozmowach ze swoją starą przyjaciółką, Jesienną Nostalgią.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 320

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Czekał tam na nią ochroniarz, który zaprowadził ją na zaplecze klubu, a następnie wyprowadził na małe podwórko. Stał tam zaparkowany samochód. Mężczyzna kazał jej do niego wsiąść. Kierowca zapytał:

– Księżniczko, masz ze sobą to, czego chce Szef?

– Tak.

– Zenek sprawdź, czy nie przyciągnęła za sobą ogona.

– Nic nie widzę, Franek też daje sygnały, że jest czysto.

– To ruszamy.

Jechali dość długo. Kobieta bała się i nie potrafiła podziwiać pięknych krajobrazów za oknem.

Dojechali wreszcie do pięknego zamku. Z pałacowej kuchni wyszedł gruby kucharz. Wycierał oprószone mąką ręce w ścierkę, którą był przepasany i zmierzał w ich kierunku.

– Daj ten przepis – powiedział do przerażonej kobiety.

– Podała mu kartkę.

Rzucił na nią pobieżnie okiem i wrzasnął:

– Jaja sobie ze mnie robisz? To przepis z Ćwierciakiewiczowej!

Dygocząc ze strachu, kobieta podała mu jeszcze kopertę. Kucharz otworzył ją, wyjął list i chwilę czytał w milczeniu. Po chwili wybuchnął gromkim śmiechem. Jego gruby brzuch się trząsł, a z oczu leciały łzy. Nie mógł wydobyć słowa, choć próbował mówić.

Kobieta, kierowca i ochroniarz patrzyli w osłupieniu.

Po kilku minutach mężczyzna się uspokoił. Złapał oddech i znowu zaczął się śmiać.

– Przejrzała mnie ta stara jędza – w końcu powiedział.

Młoda kobieta milczała, więc kucharz wyjaśnił:

– Szantażowałem ciebie, żebyś wykradła przepis na popisowe racuszki mojej mamy. Nie przewidziałem, że jej o tym powiesz. Przepisała dla ciebie przepis z książki, a do mnie napisała list, w którym przypomina, że kiedy robi swoje popisowe dania, to wyprasza wszystkich z kuchni i na wszelki wypadek zamyka drzwi na klucz, gasi światło i sama zamyka oczy, żeby nie widzieć, jak to robi. Na końcu napisała, że pewnie sam robię tak samo.

Po chwili dodał:

– Rozluźnij się królewno, nic nic nie zrobię. Odpocznij, zrelaksuj się. Gospodyni przygotuje dla ciebie pokój. Wieczorem przyjedzie moja matka i przywiezie ze sobą całą skrzynkę racuchów. Rano będziesz mogła z nią wrócić do domu, jeśli zechcesz, bo również możesz zostać u mnie. Tu też jest dużo pracy, a początek znajomości mieliśmy wyjątkowo oryginalny.

Mrugnął do niej okiem i wrócił do kuchni. Starsza kobieta, która wzięła się nie wiadomo skąd, zaprowadziła dziewczynę do jej pokoju i powiedziała, że obiad jest za godzinę. Młoda kobieta oszołomiona usiadła w fotelu, żeby uspokoić myśli. Po chwili usłyszała, jak za oknem ćwierkają ptaki, zupełnie jakby zapraszały do wyjścia na spacer.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 28

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku ogromnego wzgórza pokrytego gęstą, soczystą trawą, na której wypasało się wielkie stado owiec. Owce były spokojne i zajęte jedzeniem trawy. Zupełnie nie zwracały uwagi na mężczyznę. Gdzieś w dali biegał pies pilnujący stada, radośnie poszczekujący i wyraźnie zadowolony ze swej odpowiedzialnej funkcji. Niebo było bezchmurne, a powietrze drgało delikatnie w promieniach słońca. Było bardzo cicho. Chwilami można było usłyszeć brzęczenie pszczół. Co jakiś czas owce mruczały dość śmiesznie.

Mężczyzna przechadzał się między stadem. W pewnym momencie podbiegł do niego pies-stróż. Zaniepokojony nieznanymi mu zamiarami mężczyzny, zaczął go uważnie obwąchiwać. Wyczuł, że stadu nic nie grozi z jego strony, więc zaszczekał i odbiegł.

Mężczyzna w zamyśleniu zszedł ze wzgórza i zobaczył bramę do Starego Miasta. Przez chwilę zastanawiał się, czy przez nią przejść i wrócić do siebie.

Autor: Gwiazdeczka

Sosnowy las – 42

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Rosło sobie tak beztrosko, zupełnie nieświadome swoich rozmiarów. Kochało życie pełne słońca i czasem deszczu. Z życzliwością patrzyło w dół na inne drzewa, ciesząc się ich widokiem. Oddychało pełną piersią i było wdzięczne za każdy dzień na Ziemi. Niestraszne mu były nawet burze z piorunami. Wierzyło, że wszystko jest tak, jak być powinno i zawsze znajdzie się dobre rozwiązanie, nawet w największych kłopotach.

Inne drzewa były dumne, że otulają taki skarb. Uczyły się od niego bycia szczęśliwymi. Wzruszało je to, że ono nie zdaje sobie sprawy, jak jest piękne i silne. Uwielbiały patrzeć w górę i podziwiać jego urodę i moc. Niektóre z nich marzyły, by stać się takie same. Naśladowały ruchy drzewa i jego podejście do życia. Inne doceniały to, że mogą żyć w jego pobliżu i akceptowały siebie. Było im razem dobrze.

Wieczorem, kiedy las zasypiał, dało się słyszeć ciche pomruki zadowolonego wzgórza, które dźwigało całe towarzystwo i jest równie szczęśliwe, jak ono.

Autor: Gwiazdeczka

Stare Miasto kusiło – 27

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku piekła. Trudno było inaczej określić to miejsce. Tortury były straszne, a gdy już żegnał się z życiem, poczuł, że coś go z tego piekła wyciąga. Nagle znalazł się w jakimś biurze, gdzie wyraźnie podekscytowany człowiek zapytał:

– I co wykupuje pan u nas usługę premium? Życie w niebie murowane…

– Jakie niebo? Tam było potwornie!

– Niemożliwe, moja firma spełnia marzenia naszych klientów.

– Nawet mnie nie zapytaliście o marzenia

– Nie musimy. Wiemy, że ludzie myślą o tym, czego pragną, więc nasze urządzenie materializowało pana myśli. Musiało to być dla pana miłe.

– Zwijałem się z bólu!

– Przyjemność bywa względna. Dbamy o to, by każdy dostał to, o czym marzy.

Mężczyzna milczał, próbując powstrzymać swój gniew.

– Więc jakie jest pana życzenie? – zapytał handlowiec.

– Żeby wasze urządzenie zostało zniszczone.

Handlowiec patrzył zaskoczony. Zanim zdążył zareagować, obaj usłyszeli niespodziewane słowa:

– On ma rację.

Powiedział to zielony kosmita, który wszedł niespodziewanie zmaterializował się w pomieszczeniu, w którym przebywali. Podszedł do handlowca i wcisnął jakiś guziczek w jego marynarce. Ubranie i skóra handlowca zamigotały, a on sam przemienił się w drugiego kosmitę.

– Rekwiruję wszystkie urządzenia – powiedział pierwszy kosmita.

– Ale dlaczego? Tak dobrze szło… – żalił się drugi.

– Nie powiedziałeś, że chcesz sprawdzać ten sprzęt na Ziemi.

– A co to zmienia?

– Ludzie jeszcze nie są przygotowani na materializowanie swoich myśli.

– Dlaczego?

– Bo rzadko myślą o tym, czego chcą, Dużo częściej wyobrażają sobie to czego chcą uniknąć, albo pamiętają o tragediach, bo nie potrafią puścić tych wspomnień.

– Tak, to prawda – odezwał się mężczyzna i zapytał – To co, zabieracie to ustrojstwo?

– Oczywiście – usłyszał w odpowiedzi.

Potem poczuł dziwne szarpnięcie i znowu stał w dobrze sobie znanym miejscu na Starym Mieście. Wszystko wyglądało tak jak powinno. Zamrugał oczami i nie bardzo wiedział, co myśleć o swojej przygodzie. Był zamyślony i przestał zwracać uwagę na atrakcje, jakimi dotąd kusiło go Stare Miasto.

Przed oczami mignęła mi smuga zielonego światła i usłyszał ciszy szept – „Za chwilę będzie jak dawniej. Zapomnisz o tym wydarzeniu. Wrócimy, kiedy wy, ludzie, nauczycie się kontrolować własne myśli”. Mężczyzna pomyślał, że może warto jednak byłoby pamiętać, co przeżył, nie nie trwało to długo. Po chwili rzeczywiście zapomniał o swojej przygodzie i nadal kontynuował wędrówkę po Starym Mieście, tak jakby nic się nie wydarzyło.

Autor: Ewa Damentka

Ciemność zgęstniała – 79

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i kolorując wszystko od nowa. Światło nie było widziane od bardzo dawna. Na szczęście wracało powolutku. Jego jeden mały promyk wystarczył, aby wróciła wiara w to, że jest mocniejsze od największej ciemności.

Autor: Gwiazdeczka

Młoda kobieta – 319

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do nowo otwartego salonu spa, żeby zapisać się na wizytę.

– Piękną nazwę dla swojego salonu pani wymyśliła – rzuciła do właścicielki.

Ta roześmiała się i odpowiedziała:

– Przecież to pani ją zaproponowała. Kobieto, jesteś genialna. W podzięce proponuję pierwszy zabieg gratis i 50 procent zniżki za każdy następny. Może być?

– Jasne – odpowiedziała zadowolona młoda kobieta i rozejrzała się ciekawie. Zupełnie, jakby coś jeszcze chciała zaproponować swojej hojnej znajomej.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 26

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wydawałoby się jakiegoś nowego, nieznanego miejsca. Po krótkiej obserwacji odniósł wrażenie, że owo miejsce było przebudowane. Gdy mężczyzna policzył, ile lat go tu mnie było, dotarło do niego, że przez pół wieku niektóre miejsca mogą bardzo się zmienić.

Autor: Adam

Sosnowy las – 41

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Na tym właśnie drzewie wylądował spadochroniarz, którego spadochron zaciął się i nie otworzył. Drzewo troskliwie amortyzowało upadek człowieka, a następnie delikatnie, z gałęzi na gałąź przenosiło go coraz niżej, by delikatnie położyć go na sprężystym mchu. Otuliło go nadzieją i otuchą. Człowiek poczuł, jakby drzewo było czującą istotą, która ma własną wolę i misję do spełnienia. Pokłonił mu się nisko, podziękował i zszedł ze wzgórza, a następnie wrócił do domu. Spotkanie odmieniło go. Już nigdy nie ściął żadnego drzewa na swojej działce, która po wielu latach zamieniła się w piękny las. Mężczyzna pielęgnował go z wdzięcznością, bo czuł, że każde drzewo jest ważne i, podobnie jak człowiek, ma swoje ważne zadanie do spełnienia.

Autor: Ewa Damentka