Stare Miasto kusiło – 25

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku tego zakątka i myślał, że jeżeli coś nam się wydaje, że powinno, to reprezentujemy sztywność poglądów. Ważne byśmy otworzyli swój umysł i z tej sztywności zrezygnowali, a wtedy świat będzie się nam jawił o wiele barwniej. Również różne zakątki widziane po wielokroć, zaczną wyglądać inaczej.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ciemność zgęstniała – 78

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i stopniowo rozrzedzając ciemność, której gęste pomruki stawały się coraz słabsze. Ciemność powoli ustępowała miejsca smugom światła i odchodziła w zapomnienie. Panowała dość długo i najwyższy czas, aby na stałe zastąpiła ją jasność.

Autor: Gwiazdeczka

Młoda kobieta – 318

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Z wielkiej sieni przeszła niezauważona do pomieszczenia gospodarczego. Tam szybko przebrała się w specjalny strój Kopciuszka i poszła do gabinetu dyrektora, by wysłuchać wskazówek związanych z dzisiejszą imprezą. Pracownicy wielkiej korporacji postanowili się zabawić. Jednak nie przypuszczali, że Dział Szkoleń i Kadry połączą ich zabawę z oceną pracowniczą. Poza Kopciuszkiem na sali mieli przebywać Karzełek, Gruba Helga oraz Obdartus. Cała czwórka miała zaczepiać ludzi i prosić, by poczęstowali ich ciasteczkiem czy szklanką wody, albo pożyczyli na chwilę telefon lub też wyświadczyli inną przysługę. „Kopciuszek” z niepokojem myślała o czekającym go zadaniu. Przyszłość pokazała, że miał rację. Zabawa wymknęła się spod kontroli, a Dyrekcja i Kadry mieli dylemat: czy należy zwolnić wszystkich pracowników? Na wszelki wypadek postanowiono o tej imprezie zapomnieć, a Kopciuszkowi, Grubej Heldze, Karzełkowi i Obdartusowi przydzielono osobistą ochronę i wypłacono sowite odszkodowania. Kolejne firmowe imprezy organizowano już w bardziej tradycyjny sposób.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 24

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku okazałej skoczni narciarskiej. Na nogach miał narty, ubrany był w profesjonalny strój skoczka. Nie rozumiał, co się dzieje, ale intuicja podpowiadała mu, że wszystko jest w porządku. Czuł, że powinien zjechać. Pierwszy raz z życiu stał na skoczni, a jednak początkowy strach zamienił się w ekscytację. Odepchnął się rękoma od barierek i ruszył. Jechał bardzo szybko w dół, a w miarę nabierania prędkości, całe życie zaczęło przelatywać mu w głowie. Wszystkie wzloty i upadki, radości i smutki.

Wtedy wzbił się w powietrze jak ptak i oczami wyobraźni zobaczył kilka obrazów dotyczących jego przyszłego życia. Był piękne. Kiedy wylądował, czuł się naprawdę szczęśliwy. Postanowił zatrzymać w pamięci te wizje i przypominać je sobie za każdym razem, kiedy będzie tego potrzebował.

Autor: Gwiazdeczka

Sosnowy las – 40

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Nad drzewem przelatywał kruk. Kiedy dostrzegł pokaźne drzewo, zniżył lot i postanowił przyjrzeć mu się z bliska.

Usiadł na najwyższej gałęzi i przyglądał się uważnie pięknej sośnie. Następnie sfrunął na sam dół i wpatrywał się w gruby pień i dorodne korzenie, mocno ugruntowane w ziemi.

Żył już troszkę na tym świecie, ale czegoś takiego jeszcze nie widział. Podziwiał drzewo i postanowił podzielić się swoim odkryciem z innymi krukami. Wrócił do domu i opowiadał krukom o tym niezwykłym miejscu.

Następnego dnia cała gromada ptaków poleciała na własne oczy zobaczyć drzewo. Prowadził ich kruk, dumny ze swojego odkrycia. Kiedy dotarli na miejsce, nie żałowali, że zaufali przyjacielowi. Kruki obsiadły drzewo i z wysoka podziwiały okolicę, bardzo komfortowo czując się w jego mocnych gałęziach. Postanowili przylatywać tu codziennie, żeby spędzać miłe chwile w blasku sosny.

Czerpali z niej siłę, regenerowali się, a kiedy wracali do domu, wypełniała ich radość i spokój. Z pokolenia na pokolenie przekazywali informację o nim, a kolejne młode kruki odwiedzały to niezwykłe miejsce. W końcu powstała legenda o niezwykłym kruczym drzewie, które było tak duże i silne dzięki krukom, które od lat tu przylatywały i miały pewnie jakieś niezwykłe zdolności, skoro drzewo tak bardzo wyróżniało się spośród innych drzew.

Autor: Gwiazdeczka

Stare Miasto kusiło – 23

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku nie wiadomo czego. Czuł nie wiadomo co. Świat był dziwny i on też zachowywał się dziwnie. Poczuł szarpnięcie za ramię. Ktoś go podtrzymał i pociągnął do najbliższego stolika.

– Człowieku, nie wiem co piłeś lub paliłeś, ale chyba powinieneś z tym skończyć – usłyszał pełen współczucia głos.

– Gdzie ja jestem?

– Na Starym Mieście, a gdzie miałbyś być?

Mężczyzna rozejrzał się ostrożnie, nie wiedząc, co się dzieje. Starówka wyglądała inaczej, niż pamiętał. Ludzie byli inaczej ubrani. Przyjął napój o ostrym smaku, który podał mu nieznajomy i po chwili wzrok się wyostrzył, pozostałe zwidy też ustąpiły.

– Nie biorę żadnych świństw. Co to było?

– Nie wiem. Mijałeś grupę tych ćpunów pod murami, może sztachnąłeś się, nie wiedząc o tym? – Nieznajomy wskazał grupkę młodych ludzi, rozmawiających w oparach gęstniejącego dymu.

– Trzeba uprzedzić innych – krzyknął przerażony mężczyzna.

– Spokojnie, już się tym zajmujemy, a ty pij dalej swoją odtrutkę – odpowiedział nieznajomy, który okazał się być policjantem w cywilu.

I w ten właśnie sposób mężczyzna stał się świadkiem rozbicia przestępczej grupy, która zamierzała narkotyzować cale miasto, żeby zapewnić sobie grono stałych klientów. Akcja na Starym Mieście miała być próbą generalną. On ją przypadkowo zakłócił, gdy mijał grupę, zanim ta zdążyła wytworzyć tyle narkotycznego dymu, by rozszedł się po całej Starówce. Jego reakcja na narkotyk zaalarmowała służby i dała sygnał, że już czas aresztować prowodyrów i resztę grupy.

Autor: Ewa Damentka

To kiedyś musiało – 46

To kiedyś musiało się stać. Zbierałam jagody na zboczu góry. Na szczęście niedawno znów się pokazały, więc pomyślałam, że zasilimy nimi nasz magazyn i cała wioska przypomni sobie ich smak.

Niespodziewanie poczułam niepokój. Coś było nie tak. Coś się nie zgadzało. Rozejrzałam się uważnie – góra wyglądała normalnie, drzewa i rośliny też. Niebo było czyste, ocean… Coś działo się niezwykłego, tylko co?

Przyglądałam się uważnie bezkresnej wodzie, gdy nagle zobaczyłam małą białą plamkę, która powoli rosła. Po długiej chwili przybrała kształt małego trójkąta. To niemożliwe! Żagiel? Łódka? Przecież od pokoleń nie widzieliśmy tu żadnego obcego statku, a nasze łodzie pływały tylko w obrębie naszej rafy koralowej. Chwilę myślałam intensywnie, z niedowierzaniem… I nagle zrozumiałam. Czyżby…?

Cisnęłam koszyk na ziemię i nie zwracałam uwagi na wysypujące się z niego jagody. Pobiegłam ścieżką w dół. Na plażę przybyłam jako jedna z ostatnich, ale tak samo jak pozostali cieszyłam się z przybycia małej łódeczki i jej pasażerki.

Autor: Ewa Damentka

*dla miłośników filmu „Vaiana. Skarb oceanu”

Młoda kobieta – 317

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Przywitał ją kelner przebrany za Hagrida. Okazało się na na co dzień kawiarnia nosi nazwę „Magiczny Kociołek” i gości fanów Harry’ego Pottera. Dziś wyjątkowo udzielono gościny Anonimowym Księżniczkom, które pragną pozostać anonimowe, więc za każdym razem spotykają się gdzie indziej.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 22

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego boiska. Przynajmniej tak mu się wydawało. Po chwili zobaczył, że jednak to nie boisko było wielkie, tylko on był malutki, dużo niższy niż zwykle. Koło siebie zobaczył duży but. Złapał się sznurowadła i wdrapał na górę. Stąd oglądał mecz piłki nożnej prowadzony przez olbrzymów. Po skończonym meczu ruszył przed siebie, żeby poznać nowy świat. Przeszedł przez jedną z olbrzymich bram i nagle znowu się znalazł w dobrze sobie znanym miejscu – na Starym Mieście, po którym tak bardzo lubił spacerować.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Sosnowy las – 39

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Lubił się na nie wspinać chłopiec, który mieszkał w małej wiosce leżącej u stóp wzgórza. Malec uwielbiał przyglądać się rozległej dolinie i dalekiemu morzu, które widać było w pogodne, bezchmurne dni. Marzył o tym, że kiedyś będzie podróżował, że zwiedzi cały świat. Drzewo szeptało, że wszystko jest możliwe i dalej rosło, jakby chciało otworzyć przed chłopcem coraz więcej możliwości.

Autor: Ewa Damentka