Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku nie wiadomo czego. Czuł nie wiadomo co. Świat był dziwny i on też zachowywał się dziwnie. Poczuł szarpnięcie za ramię. Ktoś go podtrzymał i pociągnął do najbliższego stolika.
– Człowieku, nie wiem co piłeś lub paliłeś, ale chyba powinieneś z tym skończyć – usłyszał pełen współczucia głos.
– Gdzie ja jestem?
– Na Starym Mieście, a gdzie miałbyś być?
Mężczyzna rozejrzał się ostrożnie, nie wiedząc, co się dzieje. Starówka wyglądała inaczej, niż pamiętał. Ludzie byli inaczej ubrani. Przyjął napój o ostrym smaku, który podał mu nieznajomy i po chwili wzrok się wyostrzył, pozostałe zwidy też ustąpiły.
– Nie biorę żadnych świństw. Co to było?
– Nie wiem. Mijałeś grupę tych ćpunów pod murami, może sztachnąłeś się, nie wiedząc o tym? – Nieznajomy wskazał grupkę młodych ludzi, rozmawiających w oparach gęstniejącego dymu.
– Trzeba uprzedzić innych – krzyknął przerażony mężczyzna.
– Spokojnie, już się tym zajmujemy, a ty pij dalej swoją odtrutkę – odpowiedział nieznajomy, który okazał się być policjantem w cywilu.
I w ten właśnie sposób mężczyzna stał się świadkiem rozbicia przestępczej grupy, która zamierzała narkotyzować cale miasto, żeby zapewnić sobie grono stałych klientów. Akcja na Starym Mieście miała być próbą generalną. On ją przypadkowo zakłócił, gdy mijał grupę, zanim ta zdążyła wytworzyć tyle narkotycznego dymu, by rozszedł się po całej Starówce. Jego reakcja na narkotyk zaalarmowała służby i dała sygnał, że już czas aresztować prowodyrów i resztę grupy.
Autor: Ewa Damentka