Stare Miasto kusiło – 21

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku jakieś nieznanej przestrzeni, a na przeciw niego nocny stróż z latarnią. Zakątek jawił się zupełnie inaczej niż w świetle dziennym. Podobnie jak my jawimy się inaczej w dzień i w nocy. Inaczej kiedy jesteśmy z ludźmi i kiedy jesteśmy sami.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ciemność zgęstniała – 77

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i pozwalając, aby każdy mógł się z nim stopniowo oswoić. Wiedziało, że musi być delikatne, aby nie oślepić oczu przyzwyczajonych do ciemności. Pragnęło zadomowić się tu na dobre. Działało więc z wielką precyzją i wyczuciem. Miało uleczyć sczerniałe dusze i nauczyć je życia w światłości. Było pewne, że mu się uda, ponieważ bardzo długo i starannie przygotowywało się do tego zadania. Wybrało idealny moment i miejsce. Cieszyło się, że wkrótce wszystkie dusze nabiorą dzięki niemu pięknych i zdrowych barw.

Autor: Gwiazdeczka

Młoda kobieta – 316

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do zagraconej sali. „Otwieramy dopiero za tydzień, teraz jeszcze remontujemy” – usłyszała z głębi głos energicznej kobiety.

– Ale szyld – wyjąkała

– Chyba mój urwis znów zerwał kartkę z uwagą – roześmiała się kobieta i wynurzyła się zza sterty krzeseł. Wyciągnęła rękę i przedstawiła się:

– Joanna Kowalska.

– Księżniczka Anonim – odpowiedziała zażenowana młoda kobieta.

– Co takiego? – zainteresowała się Kowalska.

– Anonim to moje nazwisko, a Księżniczka dali mi na imię – wybąkała zaczerwieniona dziewczyna.

– Więc jest pani prawdziwą Anonimową Księżniczką – roześmiała się Joanna Kowalska i dodała:

– Za każdym razem, kiedy będzie pani sama tu przychodzić, bez towarzystwa, dostanie pani kawę gratis. Rozumie pani, nie mogę sobie psuć interesu.

Dziewczyna uśmiechnęła się i zapytała:

– A mogę teraz? Z wrażenia chce mi się pić.

Kowalska z synem postawili stolik, przetarli go, dostawili trzy krzesła i wszyscy usiedli. Zaczęli rozmawiać, popijając kawę i zagryzając ją ciasteczkami, które Księżniczka miała w torebce.

– Księżniczko, jak się przedstawiasz ludziom? – zainteresował się młody Kowalski.

– Bella Anonim. Uznałam, że Bella to imię księżniczki, więc…

– Swoją drogą twoi rodzice mieli niezłe poczucie humoru – skomentowała Kowalska.

– Raczej niezłą popijawę zrobił mój ojciec, gdy mama jeszcze była ze mną w szpitalu. Mój wuj jest urzędnikiem Urzędu Stanu Cywilnego i przyjacielem ojca. Upili się razem i zamiast otrzeźwieć od razu poszli do urzędu, wypisać metrykę. Ojciec mówił, że jestem jego księżniczką i wuj to wpisał, zamiast imienia, które chciała mi nadać mama.

-To chyba możesz to odkręcić? – zapytał nastolatek.

– Mogę, ale jak zobaczyłam szyld waszego klubu, to już nie wiem, czy tego chcę.

– No tak, może coś wspólnie wymyślimy – roześmiała się właścicielka lokalu i dodała – chętnie nawiążę z tobą współpracę. Co proponujesz na początek?

– Może pomogę wam uporządkować salę?

Wszyscy się roześmieli i z zapałem wzięli się do roboty.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 20

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego pola. Dookoła niego rosło dorodne zboże. Kłosy były już napęczniałe, gotowe do zbioru. Pszenica była tak wysoka, że trudno mu było cokolwiek zobaczyć. Na szczęście w pewnej chwili wiatr pochylił zboże tak mocno, że mężczyzna mógł zobaczyć, że pole ciągnie się aż po horyzont, we wszystkie strony, Nie widział żadnego punktu, o który mógłby zaczepić uwagę. Wiatr przestał wiać i zboże znowu się wyprostowało. Mężczyzna usiadł na ziemi i zastanawiał się, co może zrobić. Zobaczył otwór z ziemi, poszerzył go trochę i wszedł do tunelu. Doprowadził go on do olbrzymiej jaskini. Zadomowił się w niej i żył spokojnie, aż do żniw. Po zbiorach, gdy zboże przestało zasłaniać mu widok, rozejrzał się i wyznaczył kierunek, w jaki chce pójść. Poszedł więc i idzie dalej, bo bardzo mu się ta wędrówka podoba. Chyba już zapomniał o Starym Mieście i o swojej wycieczce do jego pozornie znanego zakątka.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 38

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Nie zawsze jednak tak było. To okazałe dziś drzewo, kiedyś było słabe i chorowite. Jego koleżanki sosny szybko rosły, zostawiając je daleko w cieniu. Było małe i po jakimś czasie brakowało mu dostępu do promieni słonecznych, które zasłaniały inne drzewa. Co dzień rano próbowało złapać choćby najmniejszy promień, żeby przetrwać. Kiedy padał deszcz, drzewko również chwytało krople wody, aby nie uschnąć z pragnienia. Sosny dawno zapomniały o drzewku, ponieważ ich głowy rozmawiały już chmurami.

Drzewko nie poddawało się. Skręcało swój niepozorny pień w kierunku słońca i deszczu. Powoli pięło się w górę, pokonując otaczające je przeszkody. Nadszedł dzień, kiedy drzewo z zachwytem odkryło, że przebiło się przez największe ciemności i zobaczyło niebo i słońce.

Już nie musiało walczyć o życie, tylko spokojnie czerpało ze skarbów, które miała dla niego matka natura.

Zaczęło bardzo szybko mężnieć i piąć się w górę. Któregoś razu spojrzało w dół i nie mogło uwierzyć, że widzi czubki sosen, które kiedyś stanowiły dla niego zagrożenie życia i prawdziwe wyzwanie do walki.

Z tej perspektywy wyglądały zupełnie inaczej, niegroźnie. Drzewo było z siebie dumne, że nie opuściła go wola życia i teraz odbiera wspaniałą nagrodę i z każdym kolejnym dniem może się cieszyć się naturalnym dostępem do słońca, powietrza i wody.

Autor: Gwiazdeczka

Stare Miasto kusiło – 19

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku jakiegoś pogorzeliska. Widok był upiorny. Wszędzie gruz z rozwalonych domów, gdzieniegdzie ogień trawiący resztki drewnianych elementów budynków. Nad tym wszystkim unosił się dławiący dym i charakterystyczny smród spalenizny.

Mężczyzna był przerażony, kiedy w szczątkach rozpoznał znajome elementy ze Starego Miasta. Jakiś kawałek gzymsu, rzeźby, a czasem szyldu ze sklepu, w którym codziennie bywał. Poczuł żal i głęboki smutek. Zaczął biec przed siebie nieprzytomny. Wtedy się obudził.

Spocony i jeszcze wciąż przerażony oddychał głęboko. Dziękował Bogu, że to był tylko sen. Tego dnia jeszcze bardziej docenił, w jakim pięknym mieście żyje. Był wdzięczny za każdy dom czy sklep. Spacerował uliczkami, jakby to robił po raz pierwszy w życiu.

Autor: Gwiazdeczka

Ciemność zgęstniała – 76

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i z każdym dniem stawało się coraz mocniejsze i bardziej świetliste. Wypełniało każdą komórkę, którą oświetlało. Było pełne dobra i harmonii. Wkrótce świeciło pełną mocą, całkowicie rozpuszczając mrok. Wreszcie objęło swym blaskiem cały wszechświat, przywracając mu jego niezwykłe kolory. Było potężne i zostało już na zawsze.

Autor: Gwiazdeczka

Młoda kobieta – 315

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła w samą otchłań piekła. Drzwi do klubu okazały się portalem, który przenosił ciekawskich w centrum piekielnego świata. Machinalnie przeżegnała się, i wypowiedziała towarzyszące temu gestowi słowa. Poczuła że coś ją wypycha z piekła. Znowu stała przez zamkniętymi drzwiami do Klubu Anonimowych Księżniczek. Drzwi po chwili zniknęły, a ona przez długą chwilę patrzyła w miejsce po nich. Była przerażona, a nogi trzęsły się jej jak galareta. „Co? Jak?” – kołatało się w głowie.

Gdy odzyskała władzę na swoimi nogami i myślami, wróciła do domu, usiadła na kanapie i próbowała zrozumieć, co się stało. W końcu położyła się i zasnęła. Pływała na białym obłoczku, a czyjś spokojny głos powiedział „Cieszę się, że znów mnie wybrałaś. Śpij spokojnie, już jesteś bezpieczna”.

Rano obudziła się rześka i wypoczęta. Na szczęście dla siebie zapomniała o wczorajszej przygodzie i rzuciła się w wir działań trochę bardziej energicznie niż zwykle. Jakby przypadkiem przestała oczekiwać, że ktoś w czymś ją wyręczy. Wszystko robiła samodzielnie, a co ciekawsze, zaczęła pomagać innym.

Jej zmarła matka przyglądała się jej z nieba i z wdzięcznością szepnęła do Pana Boga: „dziękuję, bardzo dziękuję”.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 18

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku ruchliwej ulicy w sercu jakiegoś wielkiego miasta. Ogromne szklane domy, latające samochody, inaczej ubrani ludzie. Patrzył na ogromną ilość barwnych świateł, a delikatny wiatr chłodził jego spoconą ze zdziwienia twarz.

Nagle przez jego ciało przebiegł skurcz. Jeden, potem drugi i trzeci. Znalazł się w szpitalnej izbie, a pochyleni lekarze reanimowali go.

Usłyszał tylko, jak mówili między sobą: „Ale facet dał w palnik”. Potem zemdlał.

dla Daniela napisał Andrzej

Sosnowy las – 37

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Widać go było z daleka. Wyglądało tak, jakby patrolowało całą okolicę. Może rzeczywiście tak było, kto wie…

Autor: Ewa Damentka