Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty były gęsto zapisane rozmaitymi słowami. Różne charaktery pisma i kolory atramentu sugerowały, że robiono to stopniowo, być może przez wiele lat. Zapisane były wszystkie strony księgi. Zdawało się, że najnowsze wpisy robiono w każdym możliwym miejscu, również na marginesach i między liniami pierwotnego tekstu. Czasami nawet nadpisywano stare słowa. Księga była atrakcją turystyczną. Wystawiano ją raz w roku w klasztornej bibliotece, jako świadectwo i jednocześnie przestrogę, o której powinni pamiętać mnisi, którzy od dawna się nią opiekowali.
Legenda głosiła, że kiedyś założyciel klasztoru zamówił księgę, która miała zawierać wszystkie słowa świata. Często zaglądano do niej i korzystano z zawartej w niej mądrości. Z czasem zauważono, że niektóre słowa zaczynały blaknąć, a z potem zupełnie znikały z kart księgi. Były to słowa potoczne, powszechnie używane. Po pewnym czasie zniknęły również rzadziej stosowane. Zostały tylko te najbardziej wyszukane, ale i one stopniowo znikały. Po jakimś czasie większość kart była biała, bez żadnych zapisów, a potem już prawie wszystkie. W końcu w księdze zostało już tylko jedno słowo. Słowo, którego bano się wypowiadać, bo w zależności od intonacji, miało uleczyć wszystkie choroby lub zniszczyć cały świat.
Teraz było wyraźnie widoczne na białej karcie księgi i zaglądający do niej ludzie z trudem powstrzymywali się, żeby nie wymówić go głośno.
Księgę schowano więc w klasztornym skarbcu, a mnisi głowili się, co mogą zrobić, by odzyskała dawny wygląd. Bali się, że to słowo może kiedyś skusić jakiegoś szaleńca. Dlatego chcieli schować je między innymi słowami. Jednak nie mogli ich zapisać, bo żaden atrament nie trzymał się kart księgi, zupełnie jakby ona broniła się przed ponownym zapisaniem.
Modlili się, naradzali i wreszcie ustalili, że podejmą próbę milczenia. Ustalili zestaw gestów, które miały oznaczać proste komunikaty i… zamilkli. Milczenie miało obejmować również klasztornych gości.
Jak ustalili, tak zrobili. Po kilku latach, w milczeniu, podeszli do skarbca i wyjęli księgę. Z wielką ulgą zobaczyli, że wiele słów wróciło na jej karty. Umocnili się więc w swoim postanowieniu, że będą milczeć, i raz do roku wystawiają księgę w klasztornej bibliotece, żeby każdy zakonnik mógł ją zobaczyć i na własne oczy przekonać się, co daje siła milczenia.
Ich przezorność okazała się przydatna, bo kilka razy najeźdźcy zdobywali klasztor, chcąc pozyskać słowo, którym mogą zniszczyć świat. Byli wściekli, gdy to okazywało się niemożliwe, bo skutecznie schowało się ono w gąszczu innych. Nie było wiadome, które słowo wybrać, a nie chcieli spędzać całego życia, czytając wszystkie po kolei. Zostawiali więc księgę w klasztorze, a mnisi milczą dalej…
Autor: Ewa Damentka