To kiedyś musiało – 48

To kiedyś musiało się stać… Tańczyła o zawsze, odkąd pamięta. Matka mówiła jej, że nawet w kołysce nóżkami wybijała rytm muzyki, a rączki układała, jakby trzymała w nich wachlarz. Zanim nauczyła się dobrze chodzić, przytupywała dziadkowi, gdy w domu ćwiczył swoje solówki. Potem, akompaniowała swojej matce i starszej siostrze. Miała dwanaście lat, gdy pierwszy raz wystąpiła przed publicznością. Odtąd razem z rodziną jeździła po całym świecie, tańcząc flamenco i ucząc każdego Gadżio, który tego chciał i sypnął groszem.

Muzyka nadawała rytm jej życiu i życiu jej rodziny. Marika cały czas tańczyła swoją opowieść, pieśń swego życia…, a jednak czuła niedosyt, czegoś jej brakowało. Choć wkładała całe serce i duszę, czuła pustkę. Wreszcie, po wielu latach, na jej prośbę, rodzina wróciła do domu. „Dość tułania się po obcych krajach” – oznajmiła. – „Wracamy tam, gdzie żyli nasi dziadkowie i pradziadkowie”.

I teraz, gdy po latach znowu znalazła się w słonecznej Hiszpanii, powróciło do niej to, co zgubiła, a może to, czego jako dziecko nie umiała rozpoznać. Tradycja, ciągłość, moment tworzenia, gdy serce i dusza koczowniczego ludu Romów zespoliły się z sercem i duszą regionu, z gorącą, tętniącą życiem Andaluzją i z jej rytmem, smakami i zapachami. To był wyzwalacz, który umożliwił eksplozję muzyki, rytmów, zwyczajów podpatrzonych w ciągu tysiącletnich wędrówek. Wędrowni Romowie i ich nowa duchowa ojczyzna, Andaluzja, stworzyli coś, czego wcześniej nie było na świecie. Tak właśnie narodziło się flamenco – muzyka, śpiew, taniec, gesty, strój, sposób bycia, tożsamość i przynależność wędrownego ludu.

Właśnie to poczuła dzisiaj. Wreszcie jej taniec był kompletny. Tak jak chciała, opowiedziała wielowątkową, wielopoziomową historię życia swojego i swojego ludu. Pozostali tancerze podążali za nią. Muzycy grali jak natchnieni…

I kiedy taniec się skończył, wszyscy patrzyli po sobie z niedowierzaniem i łzami wzruszenia. Dotknęli życia, miłości… Dotknęli sacrum… I wiedzieli, że jutro znowu to zrobią. Marika szczęśliwa i dumna patrzyła na własne dzieci, wnuki i prawnuki. Wiedziała, że wreszcie dała im to, co pragnęła dać: miłość, przynależność, dziedzictwo i sens… Właśnie po to się urodziła. I wreszcie odnalazła zagubioną cząstkę własnej duszy, która cierpliwie czekała na nią w krainie jej młodości, w zaczarowanej Andaluzji.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 392

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła na spotkanie z dietetyczką. Z ochotą dołączyła do uczestniczek wykładu na temat odchudzania. Nie wiedziała, jak pozbyć się kilku kilogramów po świątecznym obżarstwie. Zaraz po wejściu usłyszała: „Weźcie się panie do roboty, a pod koniec czerwca będziecie jak nowe”. A w dalszej części wykładu zalecenie: „przestańcie się odchudzać”. Zdziwiła się i słuchała z coraz większym zainteresowaniem: „Przestańcie myśleć, że wystarczy pobyć na diecie dwa miesiące, a potem powrócić do starych przyzwyczajeń. Dieta to nie reżim a styl życia”. Jedno spotkanie wystarczyło i młoda kobieta zrozumiała, że chodzi o właściwe odżywianie, by mieć piękną sylwetkę. Przychodziła do Klubu Anonimowych Księżniczek na wykłady i poznawała tajniki właściwego odżywiania. Konsekwentnie wprowadzała je w życie. Zaczęła być zadowolona ze swojej sylwetki, co dodało jej pewności siebie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gałęzie lekko uginały się – 26

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr wyszczerzył zęby i wzmocnił swą siłę. Uznał, że czas pokazać światu swoje prawdziwe oblicze. Wiał, turkotał, huczał, kręcił wszystkim i wszystkimi. W końcu jednak zmęczył się i znowu stał się lekkim wiaterkiem, który delikatnie uginał gałęzie drzew i szeleścił ich liśćmi, a czasami obniżał je, by delikatnie muskały głowy przechodniów. „Teraz jestem zmęczony, ale jak odpocznę, to znów poszaleję” – pomyślał wiatr i przycichł, a potem zasnął.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 63

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która wracała właśnie z lądu, gdzie przeżyła przerażającą przygodę, bo złowił ją rybak. Ubłagała go, żeby ją wypuścił, ale w zamian za to obiecała, że odtąd będzie pływać daleko od brzegu, aby już nigdy nie wpaść w rybacką sieć.

Autor: Gwiazdeczka

Młoda kobieta – 391

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do dużej sali, której ściany zawieszone były portretami dam. Oglądała je z ciekawością, przechodząc od jednego do drugiego. Podziwiała urodę pań. W pewnym momencie odwróciła się i wpadła wprost w ramiona młodego, przystojnego mężczyzny. Przewodnika tutejszego muzeum. Przytrzymał ją, aby odzyskała równowagę. Zaczęła z nim rozmawiać. Wyrażała swoje opinie na temat sztuki wykonania obrazów. A on opowiadał jej o ich twórcach i kogo przedstawiają. W tej całej sytuacji czuła się swobodnie i pewnie. Trzymała prosto plecy jak prawdziwa księżniczka i stąpała delikatnie po lekko skrzypiących muzealnych podłogach. Po wyjściu z budynku ujrzała napis „Galeria Anonimowych Księżniczek”. Uśmiechnęła się i poszła przed siebie pewnym krokiem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gałęzie lekko uginały się – 25

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr owiewał ich twarze. Przynosił odprężenie i spokój. Ludzie cieszyli się każdym jego ciepłym podmuchem, a ich ciała nabierały gibkości lekko uginających się gałęzi.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gałęzie lekko uginały się – 24

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr, który niósł ze sobą ciepło, orzeźwiał ludzi na początku wiosny. Doznanie ciepła było przyjemnym wrażeniem oczekiwanym po długiej i mroźnej zimie. Wielu przechodniów rozmyślało o długich spacerach i o pobytach w plenerze. Jeden z marzycieli myślał o grillu schowanym w schowku pod schodami. Inny z kolei – o latawcu znajdującym się w korytarzu, na pawlaczu. Jeszcze inny – o swoich wędkach, które stały w kącie osobistego gabinetu we własnym domu. Pora wiosenna to nie tylko pora budzenia się życia w przyrodzie, to także czas na tworzenie nowych planów i rozbudzanie nowych pragnień.

dla Janusza napisał AMK