Rusałki tańczyły – 38

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i przybrała postać delikatnego wiatru. Podpłynęła do mężczyzny i dokładnie mu się przyjrzała. Na pożegnanie zmierzwiła mu włosy. Potem wróciła do swoich. Tańczyła leciutko i z wdziękiem, zupełnie jakby sama była wiosną, która właśnie pojawiła się na świecie.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 388

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sali, rozświetlonej promieniami słońca wpadającymi przez oszkloną ścianę. Za nią był ogród jak z bajki. Prowadziły do niego szerokie drzwi otwarte na oścież. Zapraszały do ogrodu, w którym odbywały się zajęcia jogi. Osoba prowadząca zaprosiła kobietę do wzięcia udziału w ćwiczeniach. Przyjęła to zaproszenie i dość szybko weszła w rytm. Z każdą chwilą coraz dokładniej wykonywała każdą sekwencję ruchów. Odtąd systematycznie przychodziła na jogę. Była dla niej oderwaniem się od codzienności. Czuła się po niej spokojna i zrelaksowana.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gałęzie lekko uginały się – 19

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr kołysał się na gałęziach, skryty wśród liści. Wnet wyjrzał spomiędzy nich i zobaczył ciemne chmury na niebie. A, że był żartowniś, to mocno dmuchnął, chuchnął i rozgonił je. Wnet zaświeciło słońce i z radością zaglądało do mieszkań przez otwarte okna, rozświetlając każdy zakątek. Przynosiło dobry nastrój, spokój i lekkość. Swymi złocistymi promieniami towarzyszyło wiatrowi wśród gałęzi drzew.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gałęzie lekko uginały się – 18

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr się nasilał, a wietrzne dzieciaki śmiały się do łez, gdy któremuś z nich udało się strącić jakąś czapkę i pofrunąć nią daleko. Bawiły się i robiły wyścigi, kto dalej, kto mocniej, kto więcej… Ludzie ich nie widzieli i narzekali, że to gałęzie drzew strącają z głów ich czapki, berety i kaptury. Wietrznym urwisom bardzo się to podobało, bo mogli być bezkarni i rozrabiali na cudzy koszt. Dopiero mama przywołała ich do porządku. Kazała przeprosić drzewa, a ludziom oddać ich własność. Jeden z urwisów nie chciał wykonać jej polecenia. Rozchmurzył się dopiero, gdy obiecała mu, że zabierze go, razem z jego rodzeństwem, na seans kinowy na otwartym powietrzu. Obiecała łaskawie, że pozwoli im trochę poszumieć i pobawić się drzwiczkami niedomkniętych samochodów.

Autor: Ewa Damentka