Strudzony wędrowiec – 31

Strudzony wędrowiec nieoczekiwanie dotarł do górskiego ustronia. Nagle odsłoniło się przed nim, gdy szedł dobrze sobie znaną, bo osobiście przez siebie wydeptaną ścieżką. Teraz zdumiony przyglądał się malutkiej oazie kojącej zieleni, strumykowi i wygodnej niszy utworzonej przez skalny nawis. Aż chciało się wejść do niej, usiąść na zielonej trawie i kontemplować piękno gór, szmer strumyka, delikatny powiem wiatru i aksamitną, absolutną ciszę. Zrobił to, skorzystał z zaproszenia, jakie wysłała mu natura.

Przesiedział tak kilka godzin, zupełnie niewidoczny dla osób, które przechodziły obok górską ścieżką. Był zdziwiony, że choć sam ją wydeptał, to wiele osób ją odkryło i też nią szło. „A co z ustroniem? Nie chcę się nim dzielić. Czy oni go też zobaczą, jak moją ścieżkę?” – rozmyślał przestraszony. Uspokoiła go dopiero myśl, że to miejsce samo wybiera swoich gości. Dziś zaprosiło jego i to należy celebrować, tym się cieszyć i mieć nadzieję, że jutro zaprosi znowu. Mężczyzna odetchnął głęboko, uspokoił się, zrelaksował i zasnął… Obudził się nad ranem, w swoim własnym łóżku.

Był zdezorientowany, czyżby cała przygoda tylko mu się przyśniła? „Życie jest snem kochany” – usłyszał w głowie czyjś życzliwy głos. „Snem?”. „Tak, życie jest snem Boga”. Mężczyzn położył się wygodnie, zamknął oczy i zaczął rozmyślać nad usłyszanymi słowami: „życie jest snem…”.

Autor: Ewa Damentka