Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i podeszła do niego. Wiedziała, że on jej nie zobaczył, choć chyba coś wyczuł, bo zaczął się wpatrywać w miejsce, w którym stała. Marszczył brwi, ale nic nie widział i nie rozumiał, czemu patrzy jej stronę.
Przystanął jednak i rozejrzał się dookoła. Rusałka zobaczyła jego zmęczoną twarz i ogromne cierpienie, jakie emanowało z postaci i wyzierało z jego oczu. Nie wiedziała, jak mu pomóc, więc postanowiła zrobić to, co umie najlepiej. Zatańczyła dla niego. W ten sposób chciała podzielić się z nim swoją radością, nadzieją, jaką daje wiosna oraz życzliwością rusałek i całego lasu.
Mężczyzna usiadł przy ścieżce i zaczął płakać. Łzy płynęły bardzo długo. Potem zmęczony położył się na mchu i zasnął. Tymczasem las pilnował, by nikt nie przechodził tą ścieżką. Plątał nogi spacerowiczom i zawracał ich na inne dróżki.
Minęło kilka godzin. Rusałka tańczyła cały czas. Również dołączyły do niej jej siostry. Wszystkie tańczyły dla tego zmęczonego, udręczonego człowieka. Ciało mężczyzny rozluźniło się, oddech się pogłębił, smutek odleciał. W serce zaczęła się wlewać nadzieja, a głowa pomyślała: „Wytrwam, dam radę”.
Mężczyzna obudził się i rozejrzał się uważnie. Nadal nie widział rusałek, ale uśmiechnął się i powiedział: „dziękuję”. Po czym wstał i sprężystym krokiem wrócił do domu.
dla Andrzeja napisała Ewa Damentka