Sala pełna jest elegancko ubranych ludzi. Wśród nich wiele znanych postaci. Konferansjer zabawia publiczność i zapowiada kolejne osoby, które wychodzą na scenę, wyczytują nazwiska laureatów i wręczają im dobrze znaną światu statuetkę. W pewnej chwili figurka Oskara wyślizguje się z trzymającej ją dłoni i zeskakuje na podłogę. Zaczyna rosnąć i wkrótce oczom zebranym ukazuje się postawny mężczyzna ubrany w połyskliwy strój. Kłania się i melodyjnym głosem oznajmia: „nie mogę pozwolić, by wręczono mnie twórcom filmu, którego nie widziałem. Dzisiaj protestuję tylko ja. Za rok to samo zrobią inne statuetki. Posługujecie się nami. Wykorzystujecie nasze imię. Żądamy szacunku i współpracy. Chcemy oglądać wszystkie filmy i chcemy, by nasz głos był brany pod uwagę przy wyborze laureatów. Żądamy też, by zostały wprowadzone dodatkowe kategorie – filmy, aktorki, aktorzy, piosenki… i inne konkurencje, w których wygranych wskazują tylko Oskary”. Rozgląda się uważnie i uśmiecha do zebranych gości. „Miło było was poznać” – mówi i podskakuje, przemieniając się znowu w statuetkę, która zgrabnie wślizguje się do wcześniej trzymającej ją dłoni.
Na sali zapada długa cisza. Nikt nie wie, jak się zachować. Kim jest ten gość? Czy to działo się naprawdę…? Pierwszy oprzytomniał konferansjer i proponuje, by nagrodzić brawami twórców tego numeru, a następnie przechodzi do sprawnego prowadzenia dalej części wieczoru marzeń.
dla Ireny napisała Ewa Damentka