Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego pola. Dookoła niego rosło dorodne zboże. Kłosy były już napęczniałe, gotowe do zbioru. Pszenica była tak wysoka, że trudno mu było cokolwiek zobaczyć. Na szczęście w pewnej chwili wiatr pochylił zboże tak mocno, że mężczyzna mógł zobaczyć, że pole ciągnie się aż po horyzont, we wszystkie strony, Nie widział żadnego punktu, o który mógłby zaczepić uwagę. Wiatr przestał wiać i zboże znowu się wyprostowało. Mężczyzna usiadł na ziemi i zastanawiał się, co może zrobić. Zobaczył otwór z ziemi, poszerzył go trochę i wszedł do tunelu. Doprowadził go on do olbrzymiej jaskini. Zadomowił się w niej i żył spokojnie, aż do żniw. Po zbiorach, gdy zboże przestało zasłaniać mu widok, rozejrzał się i wyznaczył kierunek, w jaki chce pójść. Poszedł więc i idzie dalej, bo bardzo mu się ta wędrówka podoba. Chyba już zapomniał o Starym Mieście i o swojej wycieczce do jego pozornie znanego zakątka.
Autor: Ewa Damentka