To kiedyś musiało – 47

To kiedyś musiało się stać. Młoda radosna dziewczyna, w jasnej sukience i zielonym wianku na włosach, zauważyła smutną, obszarpaną postać kuląca się w cieniu Rosochatej Przydrożnej Wierzby. Ucieszyła się, gdyż rozpoznała przyjaciela, który nie wiadomo skąd wziął się w tym radosnym, zielonym świecie. Podbiegła do niego i swoją postacią osłoniła go przez jaskrawymi promieniami słońca.

Mężczyzna, w cieniu, jaki zapewniały mu wierzba i młoda dziewczyna, rozluźnił się. Świat przestał już być tak drażniący i bolesny. Tak jasny i tak sprzeczny ze wszystkim, co Jesienny Smętek kochał, lubił, czym żył. Podniósł oczy na dziewczynę i zapytał:

– Kim jesteś?

– Teraz jestem Majową Panienką, a od bardzo, bardzo dawna twoją przyjaciółką. Nie poznajesz mnie?

– Nigdy cię wcześniej nie spotkałem. Zapamiętałbym takie radosne, bezrozumne coś… – zaczepnie odpowiedział Smętek. Wyglądało, jakby chciał się rozpłakać.

– Jesienny Smętku mamy za sobą wiele przegadanych godzin, dni, tygodni, miesięcy. Zwykle lubisz ze mną rozmawiać…

Przerwała, gdy zobaczyła niedowierzające spojrzenie przyjaciela. Zastanowiła się chwilę, wzięła głęboki oddech i spokojnie mówiła dalej.

– Widzisz, mój wygląd i imiona, zachowanie, nawyki i upodobania zmieniają się. Ale cały czas jestem sobą, Porą Roku. Jeszcze niedawno byłam Białą Królową, potem Kapryśną Marzanną. Teraz jestem Majową Panienką. Później będę również Zielonym Latem, Złotowłosą Panią i Kolorową Dziewczyną. A następnie, najdalej za pół roku, znowu stanę się Jesienną Nostalgią, którą tak lubisz. Będziemy prowadzić długie rozmowy ze sobą i Wiatrem co Świszczy w Kominie lub hula po polach.

Smętek patrzył na nią z niedowierzaniem i namysłem, a ona zapytała:

– Jak się tu znalazłeś? Ta pora nie jest zdrowa dla ciebie.

– Nie bardzo pamiętam…

Popatrzyła na niego z troską i powiedziała.

– Wiesz, porozmawiamy o tym za kilka miesięcy. Będziemy mieli dużo czasu. Na razie musimy znaleźć dla ciebie bezpieczne schronienie.

Majowa Panienka popatrzyła na Rosochatą Wierzbę z pytaniem, troską, prośbą i jednocześnie z rosnącą nadzieją. Drzewo nie mogło znieść takiego ładunku emocji w jednym spojrzeniu, więc niechętnie otworzyło swój pień i rozsunęło korzenie. Utworzyła się piaszczysta, wygodna jama.

– Wchodź tam – Wierzba warknęła do Smętka – przechowam cię te parę miesięcy. Będzie ci sucho i ciepło. Możesz się smucić do woli, ale na rozmowy ze mną nie masz co liczyć.

Jesienny Smętek posłusznie wszedł do jamy i ułożył się w niej, jak do snu. Popatrzył z nadzieją na Majową Panienkę i zapytał:

Czy wrócisz po mnie jesienią?

– Oczywiście kochany, a wcześniej i tak będę często tu przychodzić, żeby sprawdzić, jak się miewasz i porozmawiać z Wierzbą – odpowiedziała Majowa Panienka.

Wyciągnęła z kieszeni fujarkę i zaczęła grać słodką, spokojną kołysankę. Wierzba zaszumiała gałązkami i listkami. Śpiewała swoją pieśń. Jesienny Smętek rozluźnił się i zamknął oczy. Zaczął głęboko oddychać i wkrótce zasnął. Majowa Panienka położyła przy nim fujarkę, żeby dalej grała kołysankę, a Wierzba zasklepiła swój pień.

– Bę o niego dbała – mruknęła, udając obojętność.

– Wiem, kochana.

Majowa Panienka popatrzyła przepraszająco na Rosochatą Wierzbę i powiedziała:

Wybacz mi, że postawiłam cię w kłopotliwej sytuacji. Nie wypadało ci odmówić.

Drzewo milczało, a dziewczyna dodała namysłem:

– Ale, wiesz co? Myślę jednak, że i tak zaopiekowałabyś się tym biedakiem.

Stara Wierzba zaszumiała gałązkami i liści i z rezygnacją powiedziała:

Proszę, zachowaj to dla siebie. Chcę spokoju, a nie tabunu różnych istot żądających, żebym się nimi zała.

Majowa Panienka uśmiechnęła się i delikatnie pogładziła rosochaty pień. Z wielkim zdziwieniem zobaczyła w swojej dłoni nową fujarkę.

– To dla ciebie – mruknęła Wierzba – swoją zostawiłaś przy Smętku.

Dziękuję – znowu uśmiechnęła się młoda dziewczyna.

Porozmawiały jeszcze chwilę i pożegnały się. Majowa Panienka wróciła do swoich zajęć, a Rosochata Wierzba przysnęła. W jej korzeniach smacznie spał również Jesienny Smętek. Spokojnie śnił o jesiennych szarugach i długich rozmowach ze swoją starą przyjaciółką, Jesienną Nostalgią.

Autor: Ewa Damentka