Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku cyrkowej areny.
Dookoła niego chodziły słonie. Klaun robił fikołki, a akrobaci żonglowali. Na grzbiecie jednego ze słoni siedział skrzat i władczym gestem wskazał na mężczyznę, Kilku rosłych atletów podeszło do niego. Postawili go na metalowej platformie, która po chwili zaczęła się unosić. Wkrótce zatrzymała się tuż pod kopułą cyrku, wiele metrów nad ziemią.
Atleci utworzyli krąg. Trzymali w dłoniach wielki koc i krzyczeli: „Skacz”. Mężczyzna nie zamierzał tego robić. Przerażony rozglądał się dookoła i zobaczył, że klaun wystrzelił w kopułę płonącą strzałę, Suchy materiał zajął się ogniem, który szybko zmierzał w stronę mężczyzny. Zaczęły na niego spadać płonące fragmenty materiału i elementy konstrukcji namiotu. Zamknął oczy i skoczył. Koc okazał się trampoliną. Kilka razy podrzucała mężczyzną, zanim się uspokoiła. Usłyszał zewsząd gromkie brawa, więc rozejrzał się dookoła. Zobaczył, że wszyscy siedzieli na swoich miejscach. Pożar zniknął, kopuła namiotu była cała, namiot też. A brawa bili mu również cyrkowcy. „Nieźle jak na pierwszy raz” – powiedział jeden z nich i pomógł mu zejść z trampoliny. Oszołomiony mężczyzna usiadł na najbliższym krzesełku. Po dłuższej chwili wstał i wyszedł z cyrkowego namiotu.
Zrobił chwiejnie kilka kroków i zobaczył, że znowu znajduje się w dobrze znanym sobie miejscu na Starym Mieście. Gdy obejrzał się za siebie, zobaczył, że cyrkowy namiot zniknął.
Nie rozumiejąc, co się dzieje, podszedł do kawiarnianego ogródka i usiadł przy stoliku. Kelner przyniósł mu pieczonego kurczaka i szklankę piwa.
– To na wzmocnienie. Chyba miał pan niezłą jazdę” – powiedział ze współczuciem.
– Skąd pan wie?
– To widać. Zresztą nie jest pan pierwszy. Od wczoraj zjawiło się tu kilku ludzi, którzy wyglądali podobnie jak pan teraz. Jeden z nich mówił o niezłym cyrku.
Autor: Ewa Damentka