Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr wpadł też do komina i zaczął gwizdać. Gwizdał tak sobie czasem dla przyjemności. Potrafił też wyć i świstać, a nawet huczeć. Niektórzy twierdzą, że także buczeć. Najczęściej chyba jednak szumiał. Chociaż najbardziej lubił hulać. Wszystko to robił najlepiej, jak umiał.
Autor: Gwiazdeczka