Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr ganiał po ogrodzie pomiędzy sznurami z rozwieszoną śnieżnobiałą pościelą. Zamiast lekkimi podmuchami suszyć pranie, dawał się we znaki gospodyni. Szarpał poszwami na prawo i lewo. Dął silnie i nie ustawał w swej zabawie. Zdenerwowana do ostateczności gospodyni wybiegła z domu i zaczęła wykrzykiwać obelgi znienawidzonemu hultajowi. I nagle wietrzysko zaczęło cichnąć, aż wreszcie ucichło całkowicie. Pranie okazało się suche. Pięknie pachniało. Wraz z nim gospodyni przyniosła do domu mnóstwo świeżości. Powlokła świeżutką pościel i wieczorem cała rodzina zapadła w błogi sen, śniąc o zapachu wiatru. A wiatr zasnął spokojnie wśród gałęzi drzew.
Autor: Danuta Majorkiewicz