Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatrowi szybko znudziła się ta zabawa. Uznał, że miasto za bardzo go ogranicza, stawiając ściany domów, całe kwartały domów, poprzecinane ulicami. Pognał więc dalej, na pobliskie łąki i tam wreszcie hulał do woli i czuł, że nareszcie może rozwinąć się w pełni. A przy okazji trawy masowały i koiły jego ciało poobijane przez kanciaste budynki. Siniaki zniknęły, a on się zregenerował i wreszcie pohulał, pokazując swoje prawdziwe możliwości.
Autor: Ewa Damentka