Młoda kobieta – 327

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do zadymionego klubu.

– To niby tu mają się spotykać anonimowe księżniczki? – zapytała barmana.

– Ano, tak. A jak są zakamuflowane, to brak ogłady nie powinien im przeszkadzać – zamiast barmana odpowiedział podchmielony klient i klepnął ją w tyłek.

Młoda kobieta podskoczyła z wrażenia i ze złości poczerwieniała na twarzy.

– Kochaniutka, może ty lepiej poszukaj sobie klubu prawdziwych księżniczek – zarechotał jeden z obserwatorów tej sceny.

– Proszę, tędy – mężczyzna z naszywką „ochrona” dotknął ramienia kobiety i wyprowadził ją na zaplecze.

– Proszę odpocząć, za chwilę wyprowadzę panią na zewnątrz.

Kobieta z wrażenia nie mogła nic powiedzieć, tylko z trudem łapała oddech.

Ochroniarz przyjrzał się jej ze współczuciem i powiedział:

– Nikt nie zabroni właścicielowi lokalu używać tej nazwy dla klubu. Na szczęście on nie wie, że klub jest monitorowany i policja już szykuje się, żeby wejść z prokuratorskim nakazem. Nie ze względu na nazwę, tylko ze względu na to, że do piwa dodawane są narkotyki. To dlatego mężczyźni nie panują nad sobą.

Kobieta wzięła głęboki oddech i powiedziała:

– Wiem, to ja jestem prokuratorem, miałam tu spotkać się z policjantem. Nie wiem, jak go znaleźć.

Widząc szeroki uśmiech ochroniarza, zapytała

– To pan?

– Tak, inni też tu są. Zabezpieczają tylne i piwniczne wejścia, żeby nikt nie mógł uciec. Zaraz zaczynamy.

Nacisnął jakiś przycisk. Po chwili zapytał:

– Czy wie pani, jaki był najsłabszy element planu?

– Nie.

Mamy szczęście, że nikt mnie nie wyrzucił. Ochroniarze mają tylko pilnować, żeby nikt niepowołany nie wszedł do środka. W lokalu z założenia ma być wolna amerykanka i swobodna zabawa z paniami, które skusiła nazwa klubu.

Kobieta popatrzyła na niego zdziwiona, a potem odetchnęła głęboko i z westchnęła z ulgą, gdy usłyszała dźwięk syren nadjeżdżających radiowozów.

Autor: Ewa Damentka