Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Któregoś dnia na wzgórzu pojawił się drwal i ściął drzewo. Nie było to proste, ponieważ drzewo było mocne, ale w końcu udało mu się.
Widok był bardzo smutny. Leżało teraz pośród sosen bez życia. Jak jeździec, który spadł z konia i nie wstaje. Mężczyzna wywiózł ścięte drzewo, a sosny posmutniały. Dopiero teraz uświadomiły sobie, jakie było dla nich ważne. Zawsze czuły od niego wsparcie i ochronę.
Sosny przepłakały już wiele dni i nocy, gdy wydarzyło się coś niezwykłego. Z pnia po ściętym drzewie zaczęła wyrastać młoda gałązka, która bardzo szybko rosła i mężniała. Jak w przyspieszonym tempie wypuszczała listki i kolejne gałązki. Pięła się w górę, a sosny oniemiały z wrażenia i radości. Po paru dniach gałąź była gruba i uformował się z niej pień, który coraz bardziej poprzypominał ścięte drzewo.
Wkrótce, niczym wańka-wstańka, drzewo odrodziło się w całej okazałości. Było jeszcze większe i mocniejsze. Kiedy z daleka dostrzegł je drwal, własnym oczom nie wierzył. Przestraszył się tak bardzo, że poprzysiągł sobie, że już nigdy nie wytnie żyjącego drzewa.
Autor: Gwiazdeczka