Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku pięknej polany, na której rosły niezliczone ilości różnokolorowych kwiatów, a słońce karmiło je swoimi promieniami. Był zachwycony. Nigdy wcześniej tu nie był. Zastanawiał się, jak to możliwe, że w sercu Starego Miasta mógł uchować się taki piękny kawałek przyrody. Zaczął spacerować po polanie, wodząc opuszkami palców po koniuszkach roślin.
Był szczęśliwy, że odkrył to miejsce. Kochał Stare Miasto i jego uliczki, ale tutaj odkrył w sobie coś, czego wcześniej nie doświadczył. Jedność i harmonię ze światem i naturą. Przestało mieć dla niego znaczenie, jak i dlaczego tu jest. Cieszył się każdym najmniejszym kwiatkiem i promieniami słońca. Pomyślał, że pokaże polanę swoim przyjaciołom i zobaczy, czy też tak wspaniale się tu poczują.
Pomyślał o tym, jaki świat jest piękny i różnokolorowy. Był wdzięczny, że może na nim żyć i spacerować uliczkami Starego Miasta oraz być gościem tak pięknej i słonecznej polany.
Autor: Gwiazdeczka