Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku jakiegoś pogorzeliska. Widok był upiorny. Wszędzie gruz z rozwalonych domów, gdzieniegdzie ogień trawiący resztki drewnianych elementów budynków. Nad tym wszystkim unosił się dławiący dym i charakterystyczny smród spalenizny.
Mężczyzna był przerażony, kiedy w szczątkach rozpoznał znajome elementy ze Starego Miasta. Jakiś kawałek gzymsu, rzeźby, a czasem szyldu ze sklepu, w którym codziennie bywał. Poczuł żal i głęboki smutek. Zaczął biec przed siebie nieprzytomny. Wtedy się obudził.
Spocony i jeszcze wciąż przerażony oddychał głęboko. Dziękował Bogu, że to był tylko sen. Tego dnia jeszcze bardziej docenił, w jakim pięknym mieście żyje. Był wdzięczny za każdy dom czy sklep. Spacerował uliczkami, jakby to robił po raz pierwszy w życiu.
Autor: Gwiazdeczka