Stare Miasto kusiło – 28

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku ogromnego wzgórza pokrytego gęstą, soczystą trawą, na której wypasało się wielkie stado owiec. Owce były spokojne i zajęte jedzeniem trawy. Zupełnie nie zwracały uwagi na mężczyznę. Gdzieś w dali biegał pies pilnujący stada, radośnie poszczekujący i wyraźnie zadowolony ze swej odpowiedzialnej funkcji. Niebo było bezchmurne, a powietrze drgało delikatnie w promieniach słońca. Było bardzo cicho. Chwilami można było usłyszeć brzęczenie pszczół. Co jakiś czas owce mruczały dość śmiesznie.

Mężczyzna przechadzał się między stadem. W pewnym momencie podbiegł do niego pies-stróż. Zaniepokojony nieznanymi mu zamiarami mężczyzny, zaczął go uważnie obwąchiwać. Wyczuł, że stadu nic nie grozi z jego strony, więc zaszczekał i odbiegł.

Mężczyzna w zamyśleniu zszedł ze wzgórza i zobaczył bramę do Starego Miasta. Przez chwilę zastanawiał się, czy przez nią przejść i wrócić do siebie.

Autor: Gwiazdeczka