Stare Miasto kusiło – 30

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku kosmicznej pustki. Trudno powiedzieć stał, bo nie czuł nic pod nogami. A jednak nie spadał. Otaczała go ciemność. Z dala widział migoczące światełka. „To chyba gwiazdy” – pomyślał. Zobaczył, że jego ciało promienieje delikatną poświatą. „Chyba sam jestem gwiazdą” – uznał i zaczął uważnie przyglądać się otoczeniu.

Po pewnym czasie zauważył, że niektóre z gwiazd wyrzucają z siebie delikatne nici, a może sznury i po nich ześlizgują się w dół. W miarę obniżania się ciemnieją, ich światło przygasa, więc nie mógł zobaczyć, co się z nimi dzieje na dole. Zdecydował, że mimo wątpliwości zrobi tak samo, bo nie chciał spędzić tu wieczności. Uznał, że życie gwiazdy jest zbyt samotne, że on woli jednak wrócić do ludzi, przed którymi uciekał całe życie. Ich obecność wydawała mu się teraz dużo lepsza niż kosmiczna pustka.

Jak pomyślał, tak zrobił, spuścił się po złocistej linie w dół i ku swojemu zdziwieniu wylądował we własnej sypialni, we własnym łóżku, już ogolony, umyty i przebrany w ulubioną pidżamę. Zasnął od razu, a rano z niespotykaną dotąd radością poszedł do pracy.

Autor: Ewa Damentka