Stare Miasto kusiło – 35

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku dziwnej płaszczyzny, która szybko przemieniła się w ulotną falującą przestrzeń. Zaskoczony odkrył, że była to piosenka. Jej nuty pieściły go i przenikały jego ciało. Poddał się rytmowi muzyki i sam stał się melodią. W ten sposób spełniło się jego marzenie o nieśmiertelności, bo był śpiewany przez wiele osób, przez wiele lat. Był piosenką piękną, nośną, szybko wpadającą w ucho. Wkrótce śpiewano go w całym mieście, potem w kraju. Wreszcie zawojował świat. Ułożył sobie życie między melodiami. Ożenił się i z żoną spłodzili gromadkę nowych piosenek. Tymczasem Stare Miasto nadal skrywało wiele niespodzianek. Mężczyzna-melodia sam przygotowywał niektóre z nich. Lubił dawać ludziom nadzieję i miłe wspomnienia, więc aranżował sytuacje, które to umożliwiały. Wtedy rozbrzmiewał w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Stare Miasto też lubiło ludzi, więc współpracowało z nim, jak tylko mogło…

Autor: Ewa Damentka