Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku niedużej metalowej klatki.
Dookoła kłębił się tłum dziwnych stworzeń, które wytykały go palcami. Niektóre próbowały karmić go bananami i innymi nieznanymi mu owocami. Gdy tłum się chwilowo rozrzedzał, widział klatki ze zwierzętami. Usłyszał gromki głos – „Rozejść się. Nasze eksponaty zostaną przetransportowane do miejskiego ZOO. Zdążycie je dokładnie obejrzeć”. Mężczyzna poczuł, że jego klatka jest przenoszona na ruchomy podest. Stąd miał dobry widok.
Stare Miasto zmieniło się, wyglądało inaczej niż pamiętał, a w oknach widział głowy ciekawskich o zielonym lub fioletowym zabarwieniu skóry, niektórzy mieli żółto-szare cętki. Pokazywali sobie klatki i śmiali się. Niektórzy robili zdjęcia. Mężczyzna pomyślał, że to jakiś koszmarny sen i obiecał sobie, że jeśli wróci do domu, do swojego świata, to już nigdy nie będzie sobie żartował ze zwierząt w ogrodach zoologicznych. Raczej będzie do nich chodził ze współczuciem, żeby im pomóc przetrwać uciążliwą niewolę.
Tymczasem podest z jego klatką wjechał na teren wielkiego ogrodu. Dojechał do niedużej zagrody i zatrzymał się. Strażnicy-pracownicy ogrodu strzelali biczami, zmuszając go do wyjścia z klatki. Następnie zamknęli zagrodę. Rozejrzał się. Zobaczył kulące się dzieci i kilka kobiet. „Czy to będzie moja rodzina?” – zastanowił się przelotnie, a następnie uśmiechnął się, żeby dodać im otuchy. Przykucnął i postanowił, że poczeka, aż dzieci poczują się bezpiecznie i same przyjdą do niego.
Autor: Ewa Damentka