Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku sali sądowej, na której odbywała się właśnie rozprawa. Szybko się zorientował, że występuje tu w roli oskarżonego.
W roli świadka pojawiały się kolejne osoby, których nigdy nie widział. Jedne za drugim padały zarzuty przeciwko mężczyźnie, a ten stał osłupiały, nie dowierzając własnym oczom i uszom. Nie widział nigdzie swojego obrońcy i pomału zaczął sobie zdawać sprawę, w jak krytycznym znalazł się położeniu. Zapowiadał się bardzo trudny surowy wyrok, a sprawa toczyła się szybko, nie pozostawiając wątpliwości, co do winy oskarżonego.
Pod koniec mężczyzna zebrał resztki sił i głośno oznajmił, że jest niewinny. Powiedział to z taką mocą, że wprawił w osłupienie sędziego i wszystkich pozostałych. Nagle wstał ktoś spośród ludzi przyglądających się całej rozprawie i krzyknął, że to prawda, bo przecież ten człowiek jest z zupełnie innej bajki.
Mężczyzna został uniewinniony.
Autor: Gwiazdeczka