Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku skalistego wzgórza. Początkowo zaskoczenie zastąpiła ciekawość. Co to za miejsce i jakim cudem się tu znalazł? Krajobraz był przepiękny i w niczym nie przypominał przytulnych uliczek, którymi spacerował.
Było dziko i tajemniczo i mężczyzna odkrył, że bardzo mu się to podoba. Zaczął badać wzgórze i podziwiał spektakularną naturę. Dotykał skał i przyglądał się wyrastającym gdzieniegdzie drzewom, które wyglądały, jakby miały zaraz spaść, jednak ich korzenie mocno trzymały się podłoża.
Zszedł trochę niżej i ujrzał strumyk, który wartko płynął z góry. Woda była bardzo zimna i krystalicznie czysta. Nad głową mężczyzny od czasu do czasu przelatywał ptak, głośno świszcząc. On jednak nie czuł strachu, tylko chłonął nieznaną mu dotąd magię tego miejsca. Był zdumiony, że taki mieszczuch jak on, czuje się tu jak ryba w wodzie. Przyszło mu nawet na myśl, żeby tu zamieszkać. Powoli nadciągał zmierzch. Zrobiło się potwornie zimno, a mężczyzna przypomniał sobie swoje ciepłe mieszkanko. Pomyślał, że chyba wystarczy, jeżeli będzie czasem odwiedzał to miejsce, ale na co dzień zostanie wierny swoim dobrze znanym uliczkom i Staremu Miastu, w którym się wychował.
Autor: Gwiazdeczka