Strudzony wędrowiec nieoczekiwanie dotarł do górskiego ustronia. Nagle odsłoniło się przed nim, gdy szedł dobrze sobie znaną, bo osobiście przez siebie wydeptaną ścieżką. Teraz zdumiony tuż przed sobą zobaczył to, czego szukał całe życie. Chciał tam wejść, ale rozum zaczął wymyślać różne argumenty, żeby tego nie robić. Na szczęście zwyciężyło serce. Głowa co prawda protestowała, ale nogi same zaprowadziły mężczyznę do ustronia. Usiadł przy źródełku. Potem położył się na sprężystej trawie i zasnął. Obudził się wypoczęty, szczęśliwy. Siedział tam długo. Widział ludzi, którzy szli górską ścieżką i mijali go bez słowa. Chyba go nie widzieli. A on dziwił się, jak mogli go nie zauważyć. W ogóle, jak mogli nie widzieć ustronia, jego piękna i czaru? Powoli oswajał się z myślą, że ten cudowny zakątek należy wyłącznie do niego, że ustronie ma tylko dla siebie.
Autor: Ewa Damentka