Strudzony wędrowiec nieoczekiwanie dotarł do górskiego ustronia. Nagle odsłoniło się przed nim, gdy szedł dobrze sobie znaną, bo osobiście przez siebie wydeptaną ścieżką. Teraz zdumiony w zacisznym ustroniu spostrzegł oczekujących na niego żonę i syna. To mu wystarczało. Nie czuł już najmniejszego zmęczenia. Cała przyroda śpiewała im radosną, zakręconą melodię.
Autor: Danuta Majorkiewicz