Strudzony wędrowiec – 9

Strudzony wędrowiec nieoczekiwanie dotarł do górskiego ustronia. Nagle odsłoniło się przed nim, gdy szedł dobrze sobie znaną, bo osobiście przez siebie wydeptaną ścieżką. Teraz zdumiony patrzył na małą chatkę, z której komina unosił się dym, na pięknie zagospodarowany ogródek i kwitnącą jabłoń. Dziwny widok, musiał się uszczypnąć i przypomnieć sobie, że jest połowa listopada.

Z chatki wyszła para staruszków. Kobieta uśmiechnęła się do niego i zniknęła w chatce, by po chwili wyjść z niej z kubkiem gorącej parującej herbaty, który postawiła na stole przed chatką i zaprosiła mężczyznę gestem dłoni, by usiadł i poczęstował się.

W tym czasie staruszek dobrotliwie przypatrywał się wędrowcowi, by po chwili powiedzieć: „Witaj, długo czekaliśmy na ciebie”. Mężczyzna przyjął zaproszenie i przysiadł się do nieznajomych. Został jeszcze poczęstowany pyszną zupą i zatopił się w rozmowie z parą gospodarzy. Nawet nie zauważył, że opowiedział im całe swoje życie. Oni uważnie słuchali, nie zadawali żadnych pytań. Gdy skończył mówić, zaprosili, by został z nimi na noc, bo zrobiło się już późno.

Chętnie przyjął zaproszenie, przenocował u nich, a rano pożegnał się i ruszył w dalszą drogę.

Autor: Ewa Damentka