Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku ruchliwej ulicy w sercu jakiegoś wielkiego miasta. Ogromne szklane domy, latające samochody, inaczej ubrani ludzie. Patrzył na ogromną ilość barwnych świateł, a delikatny wiatr chłodził jego spoconą ze zdziwienia twarz.
Nagle przez jego ciało przebiegł skurcz. Jeden, potem drugi i trzeci. Znalazł się w szpitalnej izbie, a pochyleni lekarze reanimowali go.
Usłyszał tylko, jak mówili między sobą: „Ale facet dał w palnik”. Potem zemdlał.
dla Daniela napisał Andrzej