Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr tańczył ze wszystkimi w rytmie własnej muzyki. Tańczył pomiędzy drzewami, pomiędzy ludźmi, tańczył. Zapraszał ludzi do tańca razem z nim. W pewnym momencie zaczął tak hulać, że jednemu panu kapelusz spadł z głowy i zaczął się turlać po ziemi. Wiatr szybciej i szybciej wiał, wiał, a kapelusz leciał, leciał. Potem wiatr ustał, ale tylko na chwilę, żeby za moment dalej potańczyć z kapeluszem. Jednak ten mężczyzna już nie był zachwycony wietrznym tańcem i szybko przerwał zabawę, bo złapał kapelusz.
Autor: Anna Olawa