Młoda kobieta – 329

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do lokalu. Miała nadzieję, że ją zatrudnią. Była kelnerką i pomyślała, że w restauracji pod szyldem Anonimowych Księżniczek klienci pewnie dają wysokie napiwki.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 328

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do lokalu. Ludzie w środku wyglądali normalnie. Byli ubrani w codzienne stroje i rozmawiali potocznymi językiem. Czyżby byli ukrytymi książętami i księżniczkami? Kobieta uśmiechnęła się, rozbawiona własną naiwną nadzieją, że spotka prawdziwych książąt, i podeszła do pierwszego wolnego stolika. Nie zdawała sobie sprawy, że jej uroda przykuwała uwagę kobiet i mężczyzn, którzy pomyśleli, że wreszcie na sali pojawiła się prawdziwa księżniczka.

Autor: Ewa Damentka

Wielobarwne wstążki – 22

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki zirytowały kobietę zajętą swoimi ponurymi myślami. Wyłączyła telewizor, żeby odpocząć od hałaśliwych dźwięków i rozedrganych barw towarzyszących tańczącym ludziom. Wyjrzała przez okno. Ponury świat za im uspokoił ją. Wśród szarych budynków i przyszarzałych drzew, szarej trawie i szaro-buro-czarnych ubraniach przechodniów poczuła się sobą. Była bezpieczna. Od tej pory bardziej starannie wybierała kanały i programy telewizyjne, które chciała obejrzeć.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 327

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do zadymionego klubu.

– To niby tu mają się spotykać anonimowe księżniczki? – zapytała barmana.

– Ano, tak. A jak są zakamuflowane, to brak ogłady nie powinien im przeszkadzać – zamiast barmana odpowiedział podchmielony klient i klepnął ją w tyłek.

Młoda kobieta podskoczyła z wrażenia i ze złości poczerwieniała na twarzy.

– Kochaniutka, może ty lepiej poszukaj sobie klubu prawdziwych księżniczek – zarechotał jeden z obserwatorów tej sceny.

– Proszę, tędy – mężczyzna z naszywką „ochrona” dotknął ramienia kobiety i wyprowadził ją na zaplecze.

– Proszę odpocząć, za chwilę wyprowadzę panią na zewnątrz.

Kobieta z wrażenia nie mogła nic powiedzieć, tylko z trudem łapała oddech.

Ochroniarz przyjrzał się jej ze współczuciem i powiedział:

– Nikt nie zabroni właścicielowi lokalu używać tej nazwy dla klubu. Na szczęście on nie wie, że klub jest monitorowany i policja już szykuje się, żeby wejść z prokuratorskim nakazem. Nie ze względu na nazwę, tylko ze względu na to, że do piwa dodawane są narkotyki. To dlatego mężczyźni nie panują nad sobą.

Kobieta wzięła głęboki oddech i powiedziała:

– Wiem, to ja jestem prokuratorem, miałam tu spotkać się z policjantem. Nie wiem, jak go znaleźć.

Widząc szeroki uśmiech ochroniarza, zapytała

– To pan?

– Tak, inni też tu są. Zabezpieczają tylne i piwniczne wejścia, żeby nikt nie mógł uciec. Zaraz zaczynamy.

Nacisnął jakiś przycisk. Po chwili zapytał:

– Czy wie pani, jaki był najsłabszy element planu?

– Nie.

Mamy szczęście, że nikt mnie nie wyrzucił. Ochroniarze mają tylko pilnować, żeby nikt niepowołany nie wszedł do środka. W lokalu z założenia ma być wolna amerykanka i swobodna zabawa z paniami, które skusiła nazwa klubu.

Kobieta popatrzyła na niego zdziwiona, a potem odetchnęła głęboko i z westchnęła z ulgą, gdy usłyszała dźwięk syren nadjeżdżających radiowozów.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 38

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku niedużej metalowej klatki.

Dookoła kłębił się tłum dziwnych stworzeń, które wytykały go palcami. Niektóre próbowały karmić go bananami i innymi nieznanymi mu owocami. Gdy tłum się chwilowo rozrzedzał, widział klatki ze zwierzętami. Usłyszał gromki głos – „Rozejść się. Nasze eksponaty zostaną przetransportowane do miejskiego ZOO. Zdążycie je dokładnie obejrzeć”. Mężczyzna poczuł, że jego klatka jest przenoszona na ruchomy podest. Stąd miał dobry widok.

Stare Miasto zmieniło się, wyglądało inaczej niż pamiętał, a w oknach widział głowy ciekawskich o zielonym lub fioletowym zabarwieniu skóry, niektórzy mieli żółto-szare cętki. Pokazywali sobie klatki i śmiali się. Niektórzy robili zdjęcia. Mężczyzna pomyślał, że to jakiś koszmarny sen i obiecał sobie, że jeśli wróci do domu, do swojego świata, to już nigdy nie będzie sobie żartował ze zwierząt w ogrodach zoologicznych. Raczej będzie do nich chodził ze współczuciem, żeby im pomóc przetrwać uciążliwą niewolę.

Tymczasem podest z jego klatką wjechał na teren wielkiego ogrodu. Dojechał do niedużej zagrody i zatrzymał się. Strażnicy-pracownicy ogrodu strzelali biczami, zmuszając go do wyjścia z klatki. Następnie zamknęli zagrodę. Rozejrzał się. Zobaczył kulące się dzieci i kilka kobiet. „Czy to będzie moja rodzina?” – zastanowił się przelotnie, a następnie uśmiechnął się, żeby dodać im otuchy. Przykucnął i postanowił, że poczeka, aż dzieci poczują się bezpiecznie i same przyjdą do niego.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 326

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sali medytacyjnej. Kobieta prowadząca medytację miała miły ciepły głos. Relaksowała zebrane kobiety, opowiadając o pięknej przyrodzie i o tym, że każda z nich ma możliwości, bo każda jest księżniczką swojego życia. Medytujące kobiety były rozluźnione i miały uśmiechnięte twarze. Nowo przybyła usiadła w kąciku, żeby nie przeszkadzać. Po zajęciach podeszła do niej prowadząca i zapytała, czy chce się zapisać na kolejne spotkanie.

– Nie dziękuję, miałam nadzieję, że spotkam tu księżniczki, ale żadnej nie znalazłam.

– Czemu pani tak twierdzi?

– Żadna prawdziwa księżniczka nie będzie rozanielona, słysząc, że jest księżniczką.

– A co zrobi prawdziwa księżniczka?

– Pójdzie do hospicjum, wesprze uchodźców, przewiezie rzeczy dla potrzebujących. Cały dzień będzie miała wypełniony nauką i charytatywnymi zajęciami. Na balach błyszczy się tylko po to, żeby pozyskać pieniądze na działalność charytatywną

– Przecież to ciężka praca!

– Tak, wiem…

Nowo przybyła zawiesiła na chwilę głos, zamyśliła się, a potem nieoczekiwanie dodała:

– Życzę powodzenia i wielu klientów. Dziękuję, że daje pani ludziom nadzieję i chwilę wytchnienia.

Prowadząca była zaskoczona, a młoda kobieta odwróciła się i wyszła z pomieszczenia. Kątem oka zobaczyła kilka kobiecych sylwetek wychodzących z różnych zakamarków Klubu Anonimowych Księżniczek. Zaczekała na zewnątrz. Wkrótce wszystkie panie stanęły na chodniku przed klubem. Przyglądały się sobie uważnie i powoli zaczęły się uśmiechać. Wspólnie ruszyły do pobliskiej kawiarni, by się poznać, porozmawiać i omówić plany na najbliższą przyszłość.

Autor: Ewa Damentka

Wielobarwne wstążki – 19

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki cieszyły oczy zebranych członków plemienia. Raz w roku gromadzili się na świętej górze i celebrowali tradycyjną kilkudniową zabawę. Bawiono się cały czas, bez przerwy, a noce były rozjaśniane kolorową łuną od ognisk rozpalonych na wzgórzu. Rytm bębnów docierał do aż do środka Ziemi, zapewniając pomyślność plemieniu i światu. Dźwięki muzyki roznosiły się daleko, daleko. Docierały do najdalszych zakamarków lasów, łąk, jaskiń, do każdego miejsca i każdego serca – ludzi i i zwierząt. Jakby mówiły „żyjemy, nadal żyjemy i zamierzamy żyć dalej.”

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 325

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do czarodziejskiej torebki, która przybrała formę drzwi do Klubu Anonimowych Księżniczek. Wiedźma poklepała torebkę i powiedziała do wiercącej się kobiety: „Już niedługo będziemy w domu. Posłużysz dobrze kilka lat, to może nauczę cię paru czarodziejskich sztuczek”. Kobieta pomyślała, że to chyba zły sen. Było jej ciasno. Ktoś ją niósł. W ciemnościach wymacała jakiś ostry przedmiot, chyba szydełko. Pomacała ściany swojego więzienia i wyczuła, że jego dno łączy się ze ścianami w dziwny sposób, jakby było zszyte grubą nicią. W dodatku w jednym miejscu nić była popruta. Zaczęła więc szydełkiem tę nić dalej rozpruwać. Zrobiła dość dużą dziurę i wypadła z torebki na ziemię. Szybko wstała, otrzepała się i powiedziała do zaskoczonej czarownicy, że nie potrzebuje czarów, za to sama może nauczyć ją, jak dobrze zszywać torebki. Wysoko uniosła głowę i poszła swoją droga, staranie omijając Klub Anonimowych Księżniczek. Czarownica została sama z popsutą torebką i fałszywą ścianą klubu. Wściekła zobaczyła, że przyglądało się jej parę osób, więc wiadomość o jej pułapce na pewno szeroko się rozniesie. W tej sytuacji zwinęła się z miasta, bo już nic nie mogła tu ugrać.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 324

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła, a następnie jeszcze szybciej wyszła. Była bardzo zdziwiona. Jeszcze raz przyjrzała się szyldowi „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Tym razem zauważyła dopisany mniejszym drukiem tekst: „Warsztaty prac domowych dla wszystkich, którzy mają dwie lewe ręce, są w czepku urodzeni i są przeznaczeni do wyższych celów. Uczymy spawania, wbijania gwoździ, heblowania, wymieniania uszczelek, przykręcania żarówek – wszystko czego potrzebujesz. Robimy to bezboleśnie, korona ci z głowy nie spadnie. Satysfakcja murowana”. Kobieta pokręciła głowa ze zdumienia. Pomyślała, że to najdziwaczniejsze ogłoszenie, jakie widziała. Więc skąd taki tłum w środku? Chciała się dowiedzieć, o co chodzi, więc jeszcze raz ostrożnie otworzyła drzwi do klubu i weszła, żeby się rozejrzeć.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 35

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku dziwnej płaszczyzny, która szybko przemieniła się w ulotną falującą przestrzeń. Zaskoczony odkrył, że była to piosenka. Jej nuty pieściły go i przenikały jego ciało. Poddał się rytmowi muzyki i sam stał się melodią. W ten sposób spełniło się jego marzenie o nieśmiertelności, bo był śpiewany przez wiele osób, przez wiele lat. Był piosenką piękną, nośną, szybko wpadającą w ucho. Wkrótce śpiewano go w całym mieście, potem w kraju. Wreszcie zawojował świat. Ułożył sobie życie między melodiami. Ożenił się i z żoną spłodzili gromadkę nowych piosenek. Tymczasem Stare Miasto nadal skrywało wiele niespodzianek. Mężczyzna-melodia sam przygotowywał niektóre z nich. Lubił dawać ludziom nadzieję i miłe wspomnienia, więc aranżował sytuacje, które to umożliwiały. Wtedy rozbrzmiewał w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Stare Miasto też lubiło ludzi, więc współpracowało z nim, jak tylko mogło…

Autor: Ewa Damentka