Wielobarwne wstążki – 14

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki zachwycały turystów. Festiwal cieszył się wielką sławą i coraz więcej ludzi przyjeżdżało, by go oglądać i zanurzyć się w atmosferze beztroskiej radości. Był między nimi pewien smutas, którego dotąd nic nie cieszyło. Po uczestnictwie w tej szalonej kolorowej zabawie zaczął mieć chwilowe kłopoty z tożsamością. Przestał się smucić i zakładać szaro-czarno-bure stroje. Ludzie nadal nazywali go smutasem, on też się tak przedstawiał, ale robił to z lekkością i radością w oczach. Zupełnie jakby cząsteczka festiwalowej zabawy została w nim i ciągle manifestowała się w jego życiu.

Autor: Ewa Damentka

Wielobarwne wstążki – 10

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki wciągały. Stopy same przytupywały, a ludzie tańczyli. Nikt nie został obojętny – wszyscy tańczyli lub przynajmniej kołysali się w rytm melodii. Przez cudowną chwilę ludzie zapomnieli o codziennych kłopotach. Liczyła się tylko muzyka oraz rytm, wspólny taniec i czar chwili.

dla Pawła napisała Ewa Damentka

Młoda kobieta – 323

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sklepu obok.

– Co to za lokal? – spytała kumpelki, która stała za ladą.

– Całkiem spoko. Ciekawi ludzie przychodzą i można dostać dobrą kawę, chyba najlepszą na mieście. Zajrzę tam, jak zamknę sklep.

– OK, to będę tam na ciebie czekać. Teraz muszę już iść.

– No to nara.

– Nara.

Starsza pani robiąca zakupy popatrzyła na nie a sympatią i pomyślała w duchu, że współczesne księżniczki mają całkiem nowoczesne słownictwo. Oczywiście ona też wybierała się do „Klubu Anonimowych Księżniczek”, bo słyszała, że poza pyszną kawą mają również wspaniały sernik.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 322

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do kawiarni z transparentem „Precz z księżniczkami”. Podeszła do niej kelnerka i uprzejmie zaproponowała kawę i ciasteczko na koszt firmy.

– Ale dlaczego? – zapytała młoda kobieta.

– Jesteśmy tu dla księżniczek i dbamy, żeby każda mogła wyrazić siebie. Napijesz się kawy, zjesz ciasteczko i będziesz mogła stać ze swoim transparentem. Przygotujemy ci wysoki stołek, żebyś mogła sobie czasem przysiąść.

– Ale czemu to robicie?

– Bo każda kobieta jest księżniczką.

Młoda kobieta zaniemówiła z wrażenia, a kelnerka zaprowadziła ją do stolika i przyniosła stojak na transparent.

Kobieta, czekając na obiecaną kawę i ciasteczko, pomyślała, że to bardzo dziwna sytuacja.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 30

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku kosmicznej pustki. Trudno powiedzieć stał, bo nie czuł nic pod nogami. A jednak nie spadał. Otaczała go ciemność. Z dala widział migoczące światełka. „To chyba gwiazdy” – pomyślał. Zobaczył, że jego ciało promienieje delikatną poświatą. „Chyba sam jestem gwiazdą” – uznał i zaczął uważnie przyglądać się otoczeniu.

Po pewnym czasie zauważył, że niektóre z gwiazd wyrzucają z siebie delikatne nici, a może sznury i po nich ześlizgują się w dół. W miarę obniżania się ciemnieją, ich światło przygasa, więc nie mógł zobaczyć, co się z nimi dzieje na dole. Zdecydował, że mimo wątpliwości zrobi tak samo, bo nie chciał spędzić tu wieczności. Uznał, że życie gwiazdy jest zbyt samotne, że on woli jednak wrócić do ludzi, przed którymi uciekał całe życie. Ich obecność wydawała mu się teraz dużo lepsza niż kosmiczna pustka.

Jak pomyślał, tak zrobił, spuścił się po złocistej linie w dół i ku swojemu zdziwieniu wylądował we własnej sypialni, we własnym łóżku, już ogolony, umyty i przebrany w ulubioną pidżamę. Zasnął od razu, a rano z niespotykaną dotąd radością poszedł do pracy.

Autor: Ewa Damentka

Wielobarwne wstążki – 3

Wielobarwne wstążki powiewały na wietrze. Kolorowe były również ubrania tańczących. Feeria barw oraz rytm muzyki podobały się młodej kobiecie, która stała z boku i uważnie przyglądała się zabawie. Nie zdawała sobie sprawy, że sama zaczęła się poruszać w rytm muzyki.

Fala tańczących zbliżyła się do niej i porwała ze sobą. Ku swojemu zdziwieniu kobieta dobrze poczuła się w środku tłumu. Zapomniała o swoim wcześniejszym dystansie. Tańczyła, czuła rytm i sama była rytmem. Chwila stała się wiecznością, a wieczność chwilą.

Wieczorem kobieta żegnała się z uczestnikami zabawy i obiecała, że za rok znowu przyjedzie na ich festiwal, a czerń swoich spodni i bluzek zamieni na kolorowe, wesołe sukienki.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 321

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do popularnej jadłodajni.

Już w środku pomyślała, że trzeba mieć duże poczucie humoru, żeby bar mleczny nazwać „Klubem Anonimowych Księżniczek”. Jednak musiała przyznać, że ludzie docenili ten żart i odkąd zawisł szyld z nową nazwą, klienci przychodzą tłumnie i polecają bar swoim przyjaciołom.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 43

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Rosło na szczycie wielkiego kurhanu, który usypano na wzgórzu. Z biegiem lat wzgórze porósł las, a kurhan trwał, daj świadectwo historii tego terenu, historii zamieszkujących go niegdyś ludzi. Las powoli zagospodarowywał kurhan i zwieńczeniem jego starań było owo drzewo, które wyrosło na samym szczycie. Zasilane mocą sił przyrody, oraz pozostałościami spopielonych, dawno zmarłych ludzi, które złożone w urnach leżały na dnie kurhanu, drzewo rosło, rosło i rosło, jakby chciało pokazać, że kurhan i jego podopieczni nadal górują nad okolicą i są z dala widoczni. Zupełnie jakby jeszcze miał znaleźć się ktoś, kto ten symbol odczyta i przybędzie do dawno zapomnianego kurhanu, żeby oddać cześć pochowanym w nim ludziom.

Autor: Ewa Damentka

To kiedyś musiało – 47

To kiedyś musiało się stać. Młoda radosna dziewczyna, w jasnej sukience i zielonym wianku na włosach, zauważyła smutną, obszarpaną postać kuląca się w cieniu Rosochatej Przydrożnej Wierzby. Ucieszyła się, gdyż rozpoznała przyjaciela, który nie wiadomo skąd wziął się w tym radosnym, zielonym świecie. Podbiegła do niego i swoją postacią osłoniła go przez jaskrawymi promieniami słońca.

Mężczyzna, w cieniu, jaki zapewniały mu wierzba i młoda dziewczyna, rozluźnił się. Świat przestał już być tak drażniący i bolesny. Tak jasny i tak sprzeczny ze wszystkim, co Jesienny Smętek kochał, lubił, czym żył. Podniósł oczy na dziewczynę i zapytał:

– Kim jesteś?

– Teraz jestem Majową Panienką, a od bardzo, bardzo dawna twoją przyjaciółką. Nie poznajesz mnie?

– Nigdy cię wcześniej nie spotkałem. Zapamiętałbym takie radosne, bezrozumne coś… – zaczepnie odpowiedział Smętek. Wyglądało, jakby chciał się rozpłakać.

– Jesienny Smętku mamy za sobą wiele przegadanych godzin, dni, tygodni, miesięcy. Zwykle lubisz ze mną rozmawiać…

Przerwała, gdy zobaczyła niedowierzające spojrzenie przyjaciela. Zastanowiła się chwilę, wzięła głęboki oddech i spokojnie mówiła dalej.

– Widzisz, mój wygląd i imiona, zachowanie, nawyki i upodobania zmieniają się. Ale cały czas jestem sobą, Porą Roku. Jeszcze niedawno byłam Białą Królową, potem Kapryśną Marzanną. Teraz jestem Majową Panienką. Później będę również Zielonym Latem, Złotowłosą Panią i Kolorową Dziewczyną. A następnie, najdalej za pół roku, znowu stanę się Jesienną Nostalgią, którą tak lubisz. Będziemy prowadzić długie rozmowy ze sobą i Wiatrem co Świszczy w Kominie lub hula po polach.

Smętek patrzył na nią z niedowierzaniem i namysłem, a ona zapytała:

– Jak się tu znalazłeś? Ta pora nie jest zdrowa dla ciebie.

– Nie bardzo pamiętam…

Popatrzyła na niego z troską i powiedziała.

– Wiesz, porozmawiamy o tym za kilka miesięcy. Będziemy mieli dużo czasu. Na razie musimy znaleźć dla ciebie bezpieczne schronienie.

Majowa Panienka popatrzyła na Rosochatą Wierzbę z pytaniem, troską, prośbą i jednocześnie z rosnącą nadzieją. Drzewo nie mogło znieść takiego ładunku emocji w jednym spojrzeniu, więc niechętnie otworzyło swój pień i rozsunęło korzenie. Utworzyła się piaszczysta, wygodna jama.

– Wchodź tam – Wierzba warknęła do Smętka – przechowam cię te parę miesięcy. Będzie ci sucho i ciepło. Możesz się smucić do woli, ale na rozmowy ze mną nie masz co liczyć.

Jesienny Smętek posłusznie wszedł do jamy i ułożył się w niej, jak do snu. Popatrzył z nadzieją na Majową Panienkę i zapytał:

Czy wrócisz po mnie jesienią?

– Oczywiście kochany, a wcześniej i tak będę często tu przychodzić, żeby sprawdzić, jak się miewasz i porozmawiać z Wierzbą – odpowiedziała Majowa Panienka.

Wyciągnęła z kieszeni fujarkę i zaczęła grać słodką, spokojną kołysankę. Wierzba zaszumiała gałązkami i listkami. Śpiewała swoją pieśń. Jesienny Smętek rozluźnił się i zamknął oczy. Zaczął głęboko oddychać i wkrótce zasnął. Majowa Panienka położyła przy nim fujarkę, żeby dalej grała kołysankę, a Wierzba zasklepiła swój pień.

– Bę o niego dbała – mruknęła, udając obojętność.

– Wiem, kochana.

Majowa Panienka popatrzyła przepraszająco na Rosochatą Wierzbę i powiedziała:

Wybacz mi, że postawiłam cię w kłopotliwej sytuacji. Nie wypadało ci odmówić.

Drzewo milczało, a dziewczyna dodała namysłem:

– Ale, wiesz co? Myślę jednak, że i tak zaopiekowałabyś się tym biedakiem.

Stara Wierzba zaszumiała gałązkami i liści i z rezygnacją powiedziała:

Proszę, zachowaj to dla siebie. Chcę spokoju, a nie tabunu różnych istot żądających, żebym się nimi zała.

Majowa Panienka uśmiechnęła się i delikatnie pogładziła rosochaty pień. Z wielkim zdziwieniem zobaczyła w swojej dłoni nową fujarkę.

– To dla ciebie – mruknęła Wierzba – swoją zostawiłaś przy Smętku.

Dziękuję – znowu uśmiechnęła się młoda dziewczyna.

Porozmawiały jeszcze chwilę i pożegnały się. Majowa Panienka wróciła do swoich zajęć, a Rosochata Wierzba przysnęła. W jej korzeniach smacznie spał również Jesienny Smętek. Spokojnie śnił o jesiennych szarugach i długich rozmowach ze swoją starą przyjaciółką, Jesienną Nostalgią.

Autor: Ewa Damentka