Stare Miasto kusiło – 20

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego pola. Dookoła niego rosło dorodne zboże. Kłosy były już napęczniałe, gotowe do zbioru. Pszenica była tak wysoka, że trudno mu było cokolwiek zobaczyć. Na szczęście w pewnej chwili wiatr pochylił zboże tak mocno, że mężczyzna mógł zobaczyć, że pole ciągnie się aż po horyzont, we wszystkie strony, Nie widział żadnego punktu, o który mógłby zaczepić uwagę. Wiatr przestał wiać i zboże znowu się wyprostowało. Mężczyzna usiadł na ziemi i zastanawiał się, co może zrobić. Zobaczył otwór z ziemi, poszerzył go trochę i wszedł do tunelu. Doprowadził go on do olbrzymiej jaskini. Zadomowił się w niej i żył spokojnie, aż do żniw. Po zbiorach, gdy zboże przestało zasłaniać mu widok, rozejrzał się i wyznaczył kierunek, w jaki chce pójść. Poszedł więc i idzie dalej, bo bardzo mu się ta wędrówka podoba. Chyba już zapomniał o Starym Mieście i o swojej wycieczce do jego pozornie znanego zakątka.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 315

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła w samą otchłań piekła. Drzwi do klubu okazały się portalem, który przenosił ciekawskich w centrum piekielnego świata. Machinalnie przeżegnała się, i wypowiedziała towarzyszące temu gestowi słowa. Poczuła że coś ją wypycha z piekła. Znowu stała przez zamkniętymi drzwiami do Klubu Anonimowych Księżniczek. Drzwi po chwili zniknęły, a ona przez długą chwilę patrzyła w miejsce po nich. Była przerażona, a nogi trzęsły się jej jak galareta. „Co? Jak?” – kołatało się w głowie.

Gdy odzyskała władzę na swoimi nogami i myślami, wróciła do domu, usiadła na kanapie i próbowała zrozumieć, co się stało. W końcu położyła się i zasnęła. Pływała na białym obłoczku, a czyjś spokojny głos powiedział „Cieszę się, że znów mnie wybrałaś. Śpij spokojnie, już jesteś bezpieczna”.

Rano obudziła się rześka i wypoczęta. Na szczęście dla siebie zapomniała o wczorajszej przygodzie i rzuciła się w wir działań trochę bardziej energicznie niż zwykle. Jakby przypadkiem przestała oczekiwać, że ktoś w czymś ją wyręczy. Wszystko robiła samodzielnie, a co ciekawsze, zaczęła pomagać innym.

Jej zmarła matka przyglądała się jej z nieba i z wdzięcznością szepnęła do Pana Boga: „dziękuję, bardzo dziękuję”.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 37

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Widać go było z daleka. Wyglądało tak, jakby patrolowało całą okolicę. Może rzeczywiście tak było, kto wie…

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 314

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Zobaczyła sympatyczną kawiarenkę obsługiwaną przez miłych ludzi. Zapytała, skąd wzięła się nazwa lokalu. Odpowiedzieli, że początkowo to był żart, a teraz podtrzymują nazwę, bo są zadowoleni, gdyż intryguje ludzi i przyciąga wielu klientów.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 15

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego tortu. Obok stała figurka kobiety w białej sukni. On z kolei miał na sobie elegancki garnitur. Rozejrzał się dookoła. Tort był przyozdabiany przez kilku cukierników. Po chwili wniesiono go uroczyście na wielką salę i postawiono na stole. Wokół uwijało się wiele osób. Nakrywali do stołów, zawieszali ozdoby. Wszyscy się spieszyli, żeby zdążyć na czas. Chyba im się udało, bo w pewnej chwili odetchnęli z ulgą, a kilka osób nawet usiadło, żeby chwilę odpocząć.
Do sali weszła młoda para i ich goście. Jedli, tańczyli, bawili się. W pewnej chwili przyszła pora na tort. Mężczyzna z przerażeniem patrzył na olbrzymi nóż, którym młodzi mieli przekroić tort, na którym stał. Zamknął oczy i modlił się. Usłyszał świst i poczuł powiew lekkiego wiatru. Obok niego zrobiła się przepaść, a odkrojony kawałek tortu powędrował na talerz. Jeszcze wiele razy przeżywał podobny horror. Za którymś kolejnym cięciem sam znalazł się na talerzu wraz z kawałkiem tortu. „Czy mnie zjedzą teraz” – zastanawiał się gorączkowo. Jednak nie było tak źle. Gość weselny wyciągnął go z ciasta i odrzucił na bok. Mężczyzna trafił na wolne krzesło w pobliżu. Gdy jego figurka dotknęła siedziska krzesła, on sam znowu przemienił się w mężczyznę. Ktoś nalał mu kieliszek wina, ktoś inny podsunął kawałek tortu. Jeszcze potem został wciągnięty w taneczny wir. Był zaskoczony, zmęczony, zmieszany. Nie wiedział, co myśleć o tej sytuacji.

Na koniec skorzystał z podwózki, jaką zaproponowali weselni gości, i wylądował przed swoim własnym domem. Długo stał na dworze, zanim zdecydował się wejść. Obejrzał dokładnie całe mieszkanie i uspokojony poszedł spać. Spał, długo, bardzo długo, a po przebudzeniu się nie był pewien, czy ta przygoda rzeczywiście się mu przydarzyła, czy też była tylko snem.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 313

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła, a raczej wsiadła, do swojego samochodu, który zaparkowała tuż pod klubem. Stąd dyskretnie obserwowała wchodzące i wychodzące osoby. Zauważyła, że chociaż ludzie najczęściej wchodzili parami, to z klubu wychodzili tylko mężczyźni. Nie zauważyła żadnej wychodzącej kobiety. Dyskretnie zadzwoniła do swojego przełożonego i poinformowała go o swoim spostrzeżeniu. Kapitan odpowiedział, że podobną obserwację przekazali mu ludzie udający robotników kanalizacyjnych, którzy trzymali dyżur na tyłach budynku. Również nagrania z dronów latających nad ulicą nie pokazały żadnej wychodzącej z klubu kobiety. „Mała teraz kolej na ciebie, co minutę masz naciskać pipek w twojej kieszeni. Jeśli przerwiesz lub zmienisz tempo, to wchodzimy do lokalu”- powiedział. „Dobrze panie kapitanie” – odpowiedziała służbiście. Wysiadła z samochodu. Podeszła do drzwi klubu i weszła do środka. Nieśmiało zapytała kelnera, czy jest tu zamknięta czy otwarta impreza, bo chciałaby wejść na kawę i ciasteczko. Kelner zmierzył ją spojrzeniem i powiedział, że dla niej zawsze znajdzie się miejsce. Podążyła za nim i usiadła przy wskazanym stoliku. Zdziwiona skomentowała głośno jego uprzejmość, mówiąc, że chyba się nie dziwi, skoro tu tak mało kobiet. Kelner lekko się skrzywił i zapewnił ją, że to nie ma znaczenia. Pomyślała, że dzięki jej uwadze, kapitan, będący na podsłuchu, dostał ważną wiadomość. Kobieta udawała, że skupia się na karcie dań, ale gdzieś wewnątrz siebie czuła, jak strach walczy w determinacją, by do końca dobrze wykonać swoje pierwsze policyjne zadanie.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 35

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Wyglądało majestatycznie, jakby było królem lasu i wzgórza, a może nawet całego obszaru, które widziało.

Niejeden śmiałek chciał się do niego dostać, jednak las to utrudniał, jakby je chronił przed intruzami. Leśne ścieżki zmieniały się w labirynt. Drzewa znienacka pojawiały się w miejscach, w których wcześniej ich nie było. A blisko olbrzymiego drzewa wyrastał gęsty żywopłot, którego nie dało się przejść. W okolicznych wioskach opowiadano, że las strzeże swoich tajemnic i swojego króla.

Jak dotąd nikomu nie udało się podejść do tego drzewa, choć wielu próbowało. Może to i dobrze? Myślę, że światu przyda się parę tajemniczych miejsc, które rozpalają wyobraźnię i uczą ludzi pokory. Uczą, że są sprawy, które warto uszanować.

Jak na razie drzewo jest bezpieczne. Wzgórze, na którym rośnie od pokoleń jest uważane za święte miejsce, więc okoliczni ludzie z niechęcią patrzą na śmiałków, którzy chcą je sprofanować swoją ciekawością.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 312

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Zobaczyła tam koleżanki ze szkoły, które dekorowały salę. Zaprosiły ją do pomocy. Wkrótce sala była gotowa i chwilę potem zaczęło się spotkanie pt. „Kobieto, odkryj w sobie księżniczkę, anonimową księżniczkę”. Wykładowczyni przez dwie godziny tłumaczyła, czemu warto zostać anonimową księżniczką. Młoda kobieta była już prawie przekonana. Uznała jednak, że na razie nie przystąpi do Klubu Anonimowych Księżniczek, tylko wróci do domu i na spokojnie przemyśli całą sprawę.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 311

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do świata swoich marzeń. Kiedy przekroczyła próg klubu zobaczyła swoich starych przyjaciół z dzieciństwa, swoje zabawki, ogródek i ukochany zamek, w którym bawiła się godzinami. Teraz zamek urósł, albo ona zmalała, bo weszła do niego bez trudu. Zwiedzała znajome komnaty i witała się ze służbą. Spędziła tam dużo czasu. Oprzytomniała, gdy ktoś delikatnie przytrzymał jej głowę i odpiął zapięcie czarodziejskich okularów. Zdezorientowana popatrzyła na młodego człowieka, który pokazał jej okulary i przypomniał: „pierwsza przejażdżka gratis, na koszt firmy. Każda kolejna to 100 zł za godzinę”. Młoda kobieta uśmiechnęła się i przecząco pokręciła głową. „Dla mnie to za mocne” – powiedziała i wyszła z lokalu, nieświadoma faktu, że młodzieniec z obsługi patrzył na nią ze zdziwieniem i szacunkiem. Trochę z żalem powiedział: „Żegnaj księżniczko”, jednak, mówiąc to, miał nadzieję, że to nie jest pożegnanie, że kiedyś jeszcze spotkają się, nie w czarodziejskim lokalu, tylko w realnym życiu.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 10

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku małej wysepki leżącej na środku oceanu. Wysepka była piaszczysta. Wyglądała, jakby była wzięta z dziecięcych rysunków – rosła na niej jedna palma, która jednak dawała bardzo mało cienia. Skwar był okrutny i mężczyzna szybko zaczął marzyć o chłodnej kąpieli. Jednak nie wszedł do wody, gdyż w pobliżu zobaczył kilka trójkątnych płetw. Myślał, że to rekiny i bał się, że go pożrą.

Zdziwił się, gdy właściciele tych płetw zaczęli robił salta w powietrzu. Uśmiechnął się z ulgą, bo rozpoznał delfiny. Wszedł do morza i popłynął w ich kierunku. Delfiny otoczyły go i trącały nosami. Jeden podpłynął blisko niego, jakby chciał się przytulić. Mężczyzna objął go i poczuł, że delfin ustawił się pod nim, tak jakby chciał, żeby na nim usiąść. Gdy mężczyzna skorzystał z zaproszenia delfiny wyruszyły w podróż. Dowiozły mężczyznę na wielką wyspę pełną owoców, cienia i… wielu zdezorientowanych ludzi.
Okazało się, że wszyscy zostali niespodziewanie przeniesieni na malutkie wysepki i delfiny uratowały ich. Teraz, nie wiedząc, jak wrócić do swoich domów, ludzie zaczęli zagospodarowywać wyspę. Pobudowali domy, zbudowali łodzie. Założyli rodziny… Wszyscy w wolnych chwilach pływali i tańczyli razem z delfinami..

Autor: Ewa Damentka