Sosnowy las – 33

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Urosło tak duże, bo było bardzo ciekawe świata. Wiedziało, że drzewa nie mogą podróżować, więc chciało być jak najwyższe, żeby móc swobodnie obserwować okolicę oraz zmiany, jakie w niej zachodziły pod wpływem pór roku.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 310

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła w świat fantazji. Lokal był baśniowo przyozdobiony. Z sufitu na cienkich żyłkach zwieszały się figurki wróżek i elfów. W jednym kącie stał czarownik, a w innym kącie sali Baba Jaga warzyła coś w małym kociołku, z którego ulatywała para. Kelnerzy przebrani byli za księżniczki i królewiczów. Jeden z nich podszedł do kobiety i zaproponował dyskretny stolik ukryty między palmą a klekoczącym szkieletem. Zaraz też przyniósł firmowy poczęstunek – nietoperza zapiekanego w cieście i krew smoka w wielkim kielichu. Kobieta zerknęła na innych gości i zobaczyła, że zajadają się tymi przysmakami. Zdziwiło ją, że nietoperza nie jedzą nożem i widelcem, tylko łyżeczką. Wbiła się swoją łyżeczką w nietoperza i zobaczyła, że jest to apetyczny tort uformowany jak nietoperz. Krew smoka okazała się dobrym winem. Kobieta rozluźniła się. Nadal miała mieszane uczucia, ale uznała, że chyba nic złego się jej nie stanie w lokalu w centrum miasta.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 7

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku cyrkowej areny.

Dookoła niego chodziły słonie. Klaun robił fikołki, a akrobaci żonglowali. Na grzbiecie jednego ze słoni siedział skrzat i władczym gestem wskazał na mężczyznę, Kilku rosłych atletów podeszło do niego. Postawili go na metalowej platformie, która po chwili zaczęła się unosić. Wkrótce zatrzymała się tuż pod kopułą cyrku, wiele metrów nad ziemią.

Atleci utworzyli krąg. Trzymali w dłoniach wielki koc i krzyczeli: „Skacz”. Mężczyzna nie zamierzał tego robić. Przerażony rozglądał się dookoła i zobaczył, że klaun wystrzelił w kopułę płonącą strzałę, Suchy materiał zajął się ogniem, który szybko zmierzał w stronę mężczyzny. Zaczęły na niego spadać płonące fragmenty materiału i elementy konstrukcji namiotu. Zamknął oczy i skoczył. Koc okazał się trampoliną. Kilka razy podrzucała mężczyzną, zanim się uspokoiła. Usłyszał zewsząd gromkie brawa, więc rozejrzał się dookoła. Zobaczył, że wszyscy siedzieli na swoich miejscach. Pożar zniknął, kopuła namiotu była cała, namiot też. A brawa bili mu również cyrkowcy. „Nieźle jak na pierwszy raz” – powiedział jeden z nich i pomógł mu zejść z trampoliny. Oszołomiony mężczyzna usiadł na najbliższym krzesełku. Po dłuższej chwili wstał i wyszedł z cyrkowego namiotu.

Zrobił chwiejnie kilka kroków i zobaczył, że znowu znajduje się w dobrze znanym sobie miejscu na Starym Mieście. Gdy obejrzał się za siebie, zobaczył, że cyrkowy namiot zniknął.

Nie rozumiejąc, co się dzieje, podszedł do kawiarnianego ogródka i usiadł przy stoliku. Kelner przyniósł mu pieczonego kurczaka i szklankę piwa.

– To na wzmocnienie. Chyba miał pan niezłą jazdę” – powiedział ze współczuciem.

– Skąd pan wie?

– To widać. Zresztą nie jest pan pierwszy. Od wczoraj zjawiło się tu kilku ludzi, którzy wyglądali podobnie jak pan teraz. Jeden z nich mówił o niezłym cyrku.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 31

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Na jego wierzchołku często przysiadały wędrowne ptaki. Odpoczywały przed dalszą podróżą i jednocześnie obserwowały teren i ustalały trasę dalszego lotu.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 308

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do publicznej toalety, znajdującej się obok klubu. Tam przebrała się w czarny obcisły kostium, założyła wielką czarną pelerynę i wzięła do ręki czarną różdżkę. Następnie weszła do Klubu Anonimowych Księżniczek, żeby trochę narozrabiać. Chciała popsuć im zabawę. Bardzo się zdziwiła, gdy w środku zobaczyła inne ciemne postacie. Każdy mężczyzna i każda kobieta ubrani byli tak samo jak ona. Każde z nich też miało czarną różdżkę. Zdziwiona zapytała barmana, co się dzieje? Chciała postraszyć białe księżniczki, a tu wszyscy udają czarnych magów. Barman spojrzał na nią dobrotliwie i powiedział, że w tym klubie każdy może się ubierać, tak jak zechce i robić to, co zechce, a on nie ma wpływu na to, jak ubierają się ludzie. Po czym zapytał, czy chce spróbować czarnego szampana podanego w czarnym kieliszku. Kobieta popatrzyła na niego z niesmakiem, ale została w klubie, bo była ciekawa, jak dalej potoczy się ten wieczór.

Autor: Ewa Damentka

Stare Miasto kusiło – 3

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku jakiejś trawiastej przestrzeni. „To chyba step” – pomyślał. Poczuł wiatr przeczesujący mu włosy i nieznany zapach. Przed nim stało dziwne zwierzę, które z wyglądu przypominało konia. Zwierzę stało spokojnie i jakby oczekiwało, że mężczyzna na nie wsiądzie. Zrobił to. Dosiadł rumaka, a ten pogalopował w dal i wzwyż, bo w czasie galopu rozwinął swoje potężne skrzydła. Oszacował mężczyznę i niósł go ku jego przeznaczeniu, do świata, który od dawna go oczekiwał.

dla Daniela napisała Ewa Damentka

Sosnowy las – 29

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Wszyscy myśleli, że było prawdziwe. W rzeczywistości jednak było sztuczne. Zbudowały go służby bezpieczeństwa, które chciały mieć dobrą miejscówkę do obserwacji terenu.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 63

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy przypominał sobie czasy, kiedy sam wędrował po świecie, swoje przygody, przeżycia, wzruszenia… Chciałby dzielić się tym z wędrowcami, ale nie wiedział, czy go usłyszą, więc milczał. Zastanawiał się czasem, czy nie spisać swoich wspomnień, ale na myśleniu się kończyło. Przecież jest wieczny, ma czas, ma wiele czasu…

Autor: Ewa Damentka

Miliardy nowych gwiazd – 56

Miliardy nowych gwiazd pojawiły się, gdy pewien człowiek wygrał wymarzoną wygraną w lotto. Z radości kupił cały dostępny w hurtowniach zapas złotych gwiazdeczek i rozrzucił je z prywatnego helikoptera. Gwiazdki były wszędzie. Unosiły się z wiatrem, pływały w rzekach i jeziorach, trafiały do sklepów i mieszkań. Świeciły i ozdabiały ludzi i miejsca. Po chwili gwiazdki rozpuszczały się, ale ich świetlista obecność utrzymywała się bardzo długo. Towarzyszyła jej wielka radość i pewność, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają.

Autor: Ewa Damentka

Sosnowy las – 26

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Wiewiórki lubiły się wdrapywać na jego wierzchołek i stamtąd skakać na dowolne drzewa. Była to niezła zabawa. Tak się zastanawiam – czy one czasem nie urządzały tu jakichś zawodów? Może tak samo jak ludzie lubią rywalizować i popisywać się zręcznością? Myślę, że gdybym była wiewiórką, to sama chętnie bym się bawiła tak jak one.

Autor: Ewa Damentka