Sympatyczny starszy pan w garniturze i meloniku, z białym szalem fantazyjnie przewieszonym przez ramię, trzymał w dłoni laseczkę i zeskoczył ze swojego afisza prosto na chodnik. Zgrabnie wylądował, lekko przytrzymując się ulicznej latarni. Popatrzył na afisz. Miał nadzieję, że nikt nie zauważy jego zniknięcia. Zamierzał wrócić na swoje miejsce za kilka godzin. Teraz chciał zwiedzić miasto, bo jeszcze nigdy w nim nie był. Szybko wmieszał się w tłum i cudownie spędził kolejne godziny. Było mu tak dobrze, że przelotnie pomyślał, żeby w tym mieście osiąść na stale. Zwyciężyło jednak poczucie obowiązku i lojalność wobec zespołu. Przed świtem, gdy noc jest najciemniejsza, wskoczył na swoje miejsce na afiszu i zastygł w wyuczonej pozie. Nikt mu nie przeszkodził, bo ludzie oddawali się swoim codziennym sprawom. Pewien bezdomny, który to zobaczył, pomyślał że pewnie to senne widziadło i poszedł spać dalej.
Autor: Ewa Damentka