Sympatyczny starszy pan – 5

Sympatyczny starszy pan w garniturze i meloniku, z białym szalem fantazyjnie przewieszonym przez ramię, trzymał w dłoni laseczkę i poruszał się z tanecznym wdziękiem. Kiedy sala już się zapełniła, ukłonił się i oddał głos konferansjerowi. Zgromadzeni w sali ludzie z ciekawością czekali na występy, a najbardziej chcieli zobaczył solowe popisy pana w garniturze i meloniku, z białym szalem fantazyjnie przewieszonym przez ramię

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 30

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatrowi nie oparły się również nuty, które wypadły z teczki kompozytora. Luźne kartki latały na wietrze, muskały gałęzie, czasami przysiadały na liściach i też się znakomicie bawiły. Kompozytor zapatrzył się na taniec wiatru, gałęzi drzew, liści oraz swoich nut i w myślach zaczął komponować nową melodię. Spisał ją szybciutko, jak tylko wrócił do domu, bo chciał ją utrwalić najszybciej, jak się da. Zupełnie jakby się bał, że mogłaby ulotnić się z wiatrem. Teraz już ją miał spisaną. Mógł ją sobie przegrać i dowolnie przerabiać. Doskonalił ją miesiącami, by jak najbardziej udanie oddawała ulotną chwilę wietrznego tańca.

Autor: Ewa Damentka

Sympatyczny starszy pan – 1

Sympatyczny starszy pan w garniturze i meloniku, z białym szalem fantazyjnie przewieszonym przez ramię, trzymał w dłoni laseczkę i czekał na swoją kolej. Zaraz miał wystąpić na scenie. Przeżywał wielką tremę i bał się, że pomylą mu się kroki, a głos odmówi posłuszeństwa. W pewnej chwili trema przestała rosnąć, a w swojej głowie usłyszał własny głos mówiący: „zapomnij, że to występ przed dużą publicznością. Pamiętaj, że występujesz dla przyjaciół, którzy bardzo cię lubią. Ty jesteś dla nich ważny, a nie poprawne wykonanie tańca i piosenki”. Trema odpłynęła, a skupiony i jednocześnie rozluźniony mężczyzna wyszedł na scenę.

dla Wojtka napisała Ewa Damentka

To kiedyś musiało – 48

To kiedyś musiało się stać… Tańczyła o zawsze, odkąd pamięta. Matka mówiła jej, że nawet w kołysce nóżkami wybijała rytm muzyki, a rączki układała, jakby trzymała w nich wachlarz. Zanim nauczyła się dobrze chodzić, przytupywała dziadkowi, gdy w domu ćwiczył swoje solówki. Potem, akompaniowała swojej matce i starszej siostrze. Miała dwanaście lat, gdy pierwszy raz wystąpiła przed publicznością. Odtąd razem z rodziną jeździła po całym świecie, tańcząc flamenco i ucząc każdego Gadżio, który tego chciał i sypnął groszem.

Muzyka nadawała rytm jej życiu i życiu jej rodziny. Marika cały czas tańczyła swoją opowieść, pieśń swego życia…, a jednak czuła niedosyt, czegoś jej brakowało. Choć wkładała całe serce i duszę, czuła pustkę. Wreszcie, po wielu latach, na jej prośbę, rodzina wróciła do domu. „Dość tułania się po obcych krajach” – oznajmiła. – „Wracamy tam, gdzie żyli nasi dziadkowie i pradziadkowie”.

I teraz, gdy po latach znowu znalazła się w słonecznej Hiszpanii, powróciło do niej to, co zgubiła, a może to, czego jako dziecko nie umiała rozpoznać. Tradycja, ciągłość, moment tworzenia, gdy serce i dusza koczowniczego ludu Romów zespoliły się z sercem i duszą regionu, z gorącą, tętniącą życiem Andaluzją i z jej rytmem, smakami i zapachami. To był wyzwalacz, który umożliwił eksplozję muzyki, rytmów, zwyczajów podpatrzonych w ciągu tysiącletnich wędrówek. Wędrowni Romowie i ich nowa duchowa ojczyzna, Andaluzja, stworzyli coś, czego wcześniej nie było na świecie. Tak właśnie narodziło się flamenco – muzyka, śpiew, taniec, gesty, strój, sposób bycia, tożsamość i przynależność wędrownego ludu.

Właśnie to poczuła dzisiaj. Wreszcie jej taniec był kompletny. Tak jak chciała, opowiedziała wielowątkową, wielopoziomową historię życia swojego i swojego ludu. Pozostali tancerze podążali za nią. Muzycy grali jak natchnieni…

I kiedy taniec się skończył, wszyscy patrzyli po sobie z niedowierzaniem i łzami wzruszenia. Dotknęli życia, miłości… Dotknęli sacrum… I wiedzieli, że jutro znowu to zrobią. Marika szczęśliwa i dumna patrzyła na własne dzieci, wnuki i prawnuki. Wiedziała, że wreszcie dała im to, co pragnęła dać: miłość, przynależność, dziedzictwo i sens… Właśnie po to się urodziła. I wreszcie odnalazła zagubioną cząstkę własnej duszy, która cierpliwie czekała na nią w krainie jej młodości, w zaczarowanej Andaluzji.

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 26

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr wyszczerzył zęby i wzmocnił swą siłę. Uznał, że czas pokazać światu swoje prawdziwe oblicze. Wiał, turkotał, huczał, kręcił wszystkim i wszystkimi. W końcu jednak zmęczył się i znowu stał się lekkim wiaterkiem, który delikatnie uginał gałęzie drzew i szeleścił ich liśćmi, a czasami obniżał je, by delikatnie muskały głowy przechodniów. „Teraz jestem zmęczony, ale jak odpocznę, to znów poszaleję” – pomyślał wiatr i przycichł, a potem zasnął.

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 22

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr jak to wiatr, nigdzie nie zagrzeje długo miejsca, więc poleciał dalej, żeby huśtać innymi gałęziami i szeleścić innymi liśćmi. Zupełnie jakby był kompozytem, który układa kolejne melodie i rozsiewa je po świecie.

Autor: Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 38

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i przybrała postać delikatnego wiatru. Podpłynęła do mężczyzny i dokładnie mu się przyjrzała. Na pożegnanie zmierzwiła mu włosy. Potem wróciła do swoich. Tańczyła leciutko i z wdziękiem, zupełnie jakby sama była wiosną, która właśnie pojawiła się na świecie.

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 18

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr się nasilał, a wietrzne dzieciaki śmiały się do łez, gdy któremuś z nich udało się strącić jakąś czapkę i pofrunąć nią daleko. Bawiły się i robiły wyścigi, kto dalej, kto mocniej, kto więcej… Ludzie ich nie widzieli i narzekali, że to gałęzie drzew strącają z głów ich czapki, berety i kaptury. Wietrznym urwisom bardzo się to podobało, bo mogli być bezkarni i rozrabiali na cudzy koszt. Dopiero mama przywołała ich do porządku. Kazała przeprosić drzewa, a ludziom oddać ich własność. Jeden z urwisów nie chciał wykonać jej polecenia. Rozchmurzył się dopiero, gdy obiecała mu, że zabierze go, razem z jego rodzeństwem, na seans kinowy na otwartym powietrzu. Obiecała łaskawie, że pozwoli im trochę poszumieć i pobawić się drzwiczkami niedomkniętych samochodów.

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 14

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr powoli wyciszał się i wkrótce zapanował absolutny spokój. Gałęzie jeszcze chwilę kołysały się, zanim zajęły swoje ulubione pozycje. Listki ucichły i odpoczywały przed kolejnym tańcem.

Autor: Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 35

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i przybrała postać małej dziewczynki. Mężczyzna przystanął na jej widok i zapytał, gdzie mieszka i kto pozwolił jej samej oddalić się od domu. Inna rusałka przybrała postać jej ojca i uspokoiła mężczyznę, że mała jest bezpieczna i otoczona troskliwą opieką. Porozmawiali, pospacerowali razem chwilkę, po czym mężczyzna poszedł swoją drogą, a rusałki wróciły do tańca.

Autor: Ewa Damentka