Gałęzie lekko uginały się – 6

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr świetnie się bawił. Lubił to robić. Uwielbiał zrywać ludziom czapki z głów i patrzeć jak zabawnie wyglądają, kiedy próbują je złapać. Niektórym podcinał nogi, żeby było śmieszniej. Ludzie czasami chętnie przyłączali się do zabawy. Częściej jednak patrzyli spode łba i usiłowali jak najszybciej dotrzeć do mieszkań, biur czy jakichkolwiek innych lokali znajdujących się w budynkach. Na tych smutasów wiatr patrzył z rozrzewnieniem, jakby chciał powiedzieć: „Myślicie, że tam jesteście bezpieczni? Kochani wy jeszcze nie wiecie, na co mnie stać”.

Autor: Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 31

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i poprosiła starego wilka, by towarzyszył jej, jak podejdzie do spacerowicza. Jednak nie przewidziała, że mężczyzna przestraszy się jej przyjaciela i z krzykiem ucieknie z lasu. Podziękowała wilkowi i wróciła do innych rusałek, żeby tańczyć razem z nimi.

Autor: Ewa Damentka

Gałęzie lekko uginały się – 2

Gałęzie lekko uginały się pod wpływem wiatru. Liście szeleściły i razem z gałęziami unosiły się w górę lub opadały w dół, muskając głowy przechodniów. Wiatr świszczał i gwizdał piękną melodię. Nucił ją od wielu lat. Czekał, aż wreszcie ktoś usłyszy ją, zapisze i zacznie grać… Mężczyzna, zmierzający szybkim krokiem do domu, co prawda nie był muzykiem, ale bezwiednie zanucił tę melodię i nawet przytupywał w jej takt. Wiatr zaświszczał i jeszcze mocniej szarpnął gałęziami. Ucieszył się, że wreszcie ktoś go usłyszał…

dla Janusza napisała Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 28

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i poprosiła swoje siostry, żeby zaczęły tańczyć wokół niego. Mężczyzna ich nie widział, ale chyba spodobało mu się zainteresowanie rusałek i ich taniec, bo wyprostował się i uśmiechnął.

Autor: Ewa Damentka

Mały zefirek – 41

Mały zefirek delikatnie muskał rozgrzane ciała plażowiczów i lekko marszczył powierzchnię morza. Ludzie korzystali z wakacji. Odpoczywali, oddychali pełną piersią, a przyjazny powiew wiatru usypiał. Przysnęła też młoda mężatka. Troskliwy mąż ustawił nad nią parasol i przyglądał się jej z wielką czułością. Jeszcze nie mógł nadziwić się swojemu szczęściu i temu, że tak wspaniała kobieta zechciała wyjść za niego za mąż. Nie zauważał pełnych zazdrości spojrzeń innych kobiet, z których każda chciałaby mieć tak opiekuńczego męża jak on.

Autor: Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 24

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i i podeszła do niego. Przybrała postać starszego pana i zaczęła rozmawiać ze spacerowiczem. Okazał się sympatycznym, inteligentnym rozmówcą. Przegadali kilka godzin, spacerując po lesie. Rusałka uznała, że był to całkiem pożytecznie spędzony czas. Potem wróciła do pozostałych rusałek i znowu zanurzyła się w rytmie tańca. To był jej żywioł. A swoją dobrocią i życzliwością, które rosły podczas tańca, zasilała las, jego mieszkańców oraz gości, którzy tak jak jej rozmówca spacerowali leśnymi ścieżkami, podziwiając budzącą się wiosnę.

Autor: Ewa Damentka

Za górami za lasami – 64

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosły słowa. I rosną dalej. Duże, średnie, małe i malutkie. Dojrzewają, kształtują się. Przyjaźnią się ze sobą. Czasami bawią się w chowanego lub w pociąg i ustawiają się kolejno w zdaniu, jak wagony w pociągu ustawiają się za lokomotywą. Marzą o wielkim świecie lub o przytulnym zaciszu w pobliżu kominka. Kiedy nadchodzi ich pora, to czasem pojedynczo, czasem zwartą gromadką ulatują w sobie tylko znanych kierunkach. Kiedy znajdują bezpieczną przystań lub osobę, która im się spodoba, przywołują swoich młodszych i starszych kuzynów. Dzięki nim i dzięki przyjaźniom, jakie zawierają, na ziemi pojawili się pierwsi pisarze i poeci. I pojawiają się dalej. Niektórzy z nich, podobnie jak słowa, kochają towarzystwo i zapraszają do współpracy różne artystyczne dusze, które lubią zapisywać słowa w prozie lub poezji, albo wypowiadają je dźwiękiem, dramą lub obrazem.

dla Pawła napisała Ewa Damentka

Rusałki tańczyły – 21

Rusałki tańczyły na łące, bo cieszyły się wiosną i budzącym się wraz z nią życiem. Puszcza ożywała. Jej mieszkańcy wychodzili z nor, jaskiń i dziupli. Jednak nie tylko ich widziały tańczące rusałki. Jedna z nich dostrzegła spacerującego leśną ścieżką mężczyznę. Postanowiła go bliżej poznać i podeszła do niego. Był jakiś dziwny. Nie poczuła do niego zaufania, wręcz przeciwnie. Przyjrzała mu się uważnie i podążyła za jego spojrzeniem. Zobaczyła, że kilkadziesiąt metrów przed nim szły dwie nastolatki i rozmawiały o zbliżającej się maturze. Mężczyzna uważnie je obserwował i jakby się za nimi skradał. Rusałka zawołała swoje siostry. Wszystkie przerwały taniec i otoczyły mężczyznę. Splątały jego nogi i umysł i powiodły na bagna. Tam go zostawiły. Potem podążyły za dziewczynami. Gdy upewniły się, że obie nastolatki bezpiecznie opuściły las, rusałki wróciły do tańca.

Autor: Ewa Damentka

Mały zefirek – 37

Mały zefirek delikatnie muskał rozgrzane ciała plażowiczów i lekko marszczył powierzchnię morza. Ludzie korzystali z wakacji. Odpoczywali, oddychali pełną piersią, a przyjazny powiew wiatru usypiał ich czujność. Nie zauważyli, że do brzegu dopłynął piracki statek. Wyskoczyła z niego gromada piratów i z mieczami w dłoniach napadli na wypoczywających turystów. Część z nich wzięli do niewoli i pod groźbą miecza kazali spacerować po desce wystającej ze statku. Inni piraci pilnowali, by nikt nie uciekł z plaży. W końcu każdy powinien wziąć udział w zabawie-niespodziance zorganizowanej przez właścicieli hotelu. Cała impreza skończyła się dopiero nad ranem, przy dogasających ogniskach. Goście wracali do hotelu, do swoich pokoi, wspominając pieczone kiełbaski, szanty i tańce. Byli zmęczeni, ale usatysfakcjonowani. Część szeptała, że za rok też tu przyjadą, bo dyrekcja organizuje niezapomniane imprezy, co rok coś innego. Część miała nadzieję, że napad piratów wejdzie na stałe do repertuaru rozrywek organizowanych przez kurort. Liczyli też na to „piraci”, bo dzięki temu mieliby stałą pracę przez cały rok.

Autor: Ewa Damentka