Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego dziedzińca. Wokół nie było nikogo, ale tylko z pozoru. Jego znajomi i przyjaciele urządzili dla niego przyjęcie-niespodziankę i wyskoczyli zza filarów z tortem i balonami. Skąd wiedzieli, że to dziś i że tu akurat przyjdzie, nie miał pojęcia, ale o jednym mógł być przekonany – miał wokół siebie ludzi, którym na nim zależy.
dla Daniela napisała Małgorzata