Księżniczka ze zdziwieniem – 19

Księżniczka ze zdziwieniem i namysłem przyglądała się zielonej żabce, która przycupnęła na balustradzie balkonu.

– Pocałuj mnie – powiedziała żabka – jestem zaczarowanym księciem.

– Nie lubię zimnych płazów – odpowiedziała księżniczka.

Mówiąc to, poczuła, że maleje, albo przedmioty dookoła rosną. Zwinnie zeskoczyła z krzesła na ziemię i przycupnęła na czterech łapkach. Zadarła główkę do góry i zobaczyła księcia, w którego z powrotem zamieniła się obserwowana przez nią żabka.

Książę patrzył na nią z cynicznym uśmiechem i zimnym tonem głosu powiedział:

– Moja droga, teraz ty przejmujesz moją karę. Okazałaś się bardziej nieczuła niż ja. Wrócisz do swojej postaci, jeśli ktoś cię pocałuje, lub jeśli okaże się jeszcze większym draniem niż ty. Natomiast ten, kto cię pocałuje, już nie będzie miał odwrotu, bo ty przyjmiesz znowu swoją postać, a on zamieni się w ropuchę, nieodwracalnie.

Księżniczka-żabka słuchała z przerażeniem. Tymczasem na balkon wpadli strażnicy i zakuli księcia w kajdanki.

Zaraz po nich weszli król i zatroskany Merlin, który machnął swoją różdżką i odczarował księżniczkę.

– Niestety, musisz się jeszcze wiele nauczyć – smutno powiedział.

Księżniczka pokiwała głową i wybuchnęła płaczem. „Co za perfidna pułapka” – pomyślała. – „Muszę być bardziej uważna”.

Autor: Archiwista SC

Księżniczka ze zdziwieniem – 15

Księżniczka ze zdziwieniem i namysłem przyglądała się zielonej żabce, która przycupnęła na balustradzie balkonu.

– Co ty mówisz? Zamierzają najechać nas i podbić, bez wcześniejszego wypowiedzenia nam wojny?

– Tak – zakumkała żabka – przed chwilą to usłyszałam.

– Dziękuję za informacje – odparła księżniczka i skinęła dłonią na dowódcę wojsk.

– Rozumiesz żabi język? Usłyszałeś, co powiedziała?

– Tak księżniczko, wróble i sikorki też przyniosły takie wiadomości.

– Co proponujesz?

– Na razie plan B. Skorzystajmy z tego, że oni jeszcze nie wiedzą, że my już wiemy.

Księżniczka zgodziła się. I wkrótce na wszystkie drogi księstwa wysłani zostali heroldowie, którzy ogłosili, że na zamku wyprawiony będzie całotygodniowy bal, a z tej okazji z zamkowych piwnic już są wynoszone beczki wyśmienitego piwa, którym będą częstowani wszyscy chętni.

Mieszkańcy księstwa zrozumieli zaszyfrowaną wiadomość i na potęgę zaczęli wypiekać bułki, bułeczki i ciasta oraz piec wieprzowinę. Wszystko przyprawiali silnymi środkami nasennymi.

Nie minął tydzień, i każdy obcy, który przywędrował w okolice zamku, wylądował w więzieniu i osobiście mógł się przekonać, że lochy w tym księstwie tworzyły prawdziwe miasto z labiryntem uliczek i tajemnych przejść. W najwygodniejszej celi znalazł się generał wrogiej armii, który chciał skorzystać z festiwalowej okazji i swoim żołnierzom kazał przywdziać cywilne ubrania, żeby wtopić się w tłum, a gdy wszyscy zasną, to pozabijać mężczyzn – dorosłych oraz chłopców i staruszków. Nikt miał nie przeżyć. Na swoje nieszczęście on sam i żołnierze tak bardzo podochocili się darmowym napiwkiem i poczęstunkiem, że nie zauważyli, że miejscowi nie jedli i nie pili, tylko częstowali obcych.

„No to teraz będziemy negocjować” – pomyślała księżniczka i zaprosiła do zamku przedstawicielki żon i matek aresztowanych żołnierzy. „Pora, żeby się obudziły i wzięły władzę w swoje ręce” – uznała, po czym wybrała się do lochów, by sprawdzić, jak się miewają strażnicy i czy potrzebują pomocy w pilnowaniu więźniów. Aż przystanęła ze zdumienia na widok jednego z jeńców. We wspólnej celi siedział i starał nie rzucać się w oczy władca sąsiedniego kraju. Gdy ich wzrok się spotkał, mężczyzna drgnął, a potem udawał, że nie rozpoznaje księżniczki. ”Jak sobie chcesz” – pomyślała i uśmiechnęła się, gdyż uznała, że rewolucja w sąsiednim państwie jest dużo łatwiejsza do przeprowadzenia, niż wcześniej sądziła.

Wróciła do swojej komnaty, a następnie poszła do sali audiencyjnej i wyszła na przylegający do niej taras. Czekało tam już na nią wielu jej ministrów i żołnierzy. Niektórzy rozmawiali cichutko z myszami, żuczkami i zaskrońcami.

„Dobra robota” – księżniczka pochwaliła zebranych i rozkazała, by całe jedzenie i picie, nasączone środkami uspokajającymi i nasennymi, zebrać w jednym miejscu, tak żeby nikt przypadkiem się nim nie poczęstował. Miało być przecież przeznaczone wyłącznie dla więźniów. Szczególnie dobrze mieli być karmieni i pojeni – dowódca oraz wszyscy jeńcy w celi, w której przebywał król. Każdy miał udawać, że go nie rozpoznaje.

Żabka przycupnęła w kąciku i się zastawiała, czy księżniczka kiedykolwiek zorientuje się, że nie jest prawdziwą żabką. „Wiem o tym kochana” – usłyszała głos księżniczki – „Na razie jednak musimy poczekać, aż twój brat przestanie ci zagrażać”. Żabka spojrzała na księżniczkę i mocno wtuliła się w jej dłonie.

Księżniczka przytuliła ją do serca i spokojnie powiedziała: „Już niedługo zajmiesz należne ci miejsce. Zostaniesz koronowana, a twój brat będzie ukarany i prawdopodobnie uwięziony przez kobiety z waszego królestwa”.

Autor: Jagódka

Młoda kobieta – 337

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do środka. Usłyszała zaskoczony głos swojego chłopaka:

– Księżniczko, nie wiedziałem, że mnie śledzisz.

Siedział obok atrakcyjnej brunetki w czerwonej sukience. Obejmował ją w pasie i patrzył wyzywająco w oczy młodej kobiety, która dopiero co weszła do lokalu.

Ona stała zaskoczona i wybąkała:

– To jakieś nieporozumienie.

Rozejrzała się za jakimś wolnym stolikiem. Żadnego nie zobaczyła. Jej luby cynicznie skomentował:

– Nie ma wolnych stolików. Możesz dosiąść się do nas lub wyjść.

– Jest też trzecie rozwiązanie – rozległ się miły kobiecy głos.

Stanęła przy nich właścicielka lokalu i kontynuowała:

– Mówiłam panu, że stolik jest zarezerwowany i mogę go udostępnić tylko na godzinę. Ta godzina właśnie dobiega końca. Proszę więc uregulować rachunek i wyjść, a panią na chwilę zapraszam do mojego gabinetu.

Kelner i ochroniarz zjawili się niemal momentalnie i grzecznie odprowadzili parę do drzwi wyjściowych.

– Zaraz tu wrócą – powiedziała młoda kobieta obserwująca tę scenę.

– Nie wrócą, bo już nigdy nie zobaczą tego klubu – uśmiechnęła się starsza pani i dodała:

– Czekaliśmy na ciebie, księżniczko.

– Czemu pani tak mnie nazywa? Mój chłopak mówił tak, żeby mnie zdenerwować.

– Twój były chłopak.

Właścicielka lokalu z ciekawością spojrzała na nowo przybyłą. Po chwili zadała pytanie:

– Chcesz kontynuować waszą znajomość?

– Sama nie wiem…

– Ja wiem, że nie warto. Ale oczywiście sama podejmiesz decyzję, a ja będę cię wspierać niezależnie od tego, jaka ona jest.

– Kim jesteś? Kim pani jest?

– Możesz mówić mi po imieniu. Nazywam się Kokoryczka. To mój pseudonim ze Szkoły Czarowania Babci Jagi. Razem z jej współpracownikami utworzyliśmy tę kawiarnię, żeby pomóc zagubionym księżniczkom. Otwiera się ona tylko przez prawdziwymi księżniczkami.

– A ta kobieta w czerwonej sukience?

– No cóż, ona jest iluzją, przynętą, którą skusiliśmy twojego chłopaka. Rozwieje się za kilka dni i wtedy twój luby lub były luby będzie chciał do ciebie wrócić. Stworzyliśmy ją, żebyś mogła zobaczyć jego prawdziwe oblicze. To taki prezent na początek.

– Przykry prezent…

– Wiem, ale każda księżniczka powinna wiedzieć, jaka jest prawdziwa natura ludzi, którzy ją otaczają.

– Co mam robić z tą wiadomością, no… z tym, że uważacie, że jestem księżniczką?

– Możesz wrócić do domu i wieść normalne życie, a nas odwiedzać od czasu do czasu. Możesz też dołączyć do nas, do Szkoły Czarowania Babci Jagi i zacząć się uczyć.

– Ale moje tutejsze mieszkanie, praca, zobowiązania…

– Nic ci nie grozi. W Szkole Czarowania czas płynie inaczej niż tutaj. Niezależnie od tego ile dni, miesięcy czy lat tam spędzisz, wrócisz dokładnie w tej obecnej chwili. W twoim świecie nic się nie zmieni, a za parę dni twój były będzie cię prosił o wybaczenie.

– A dużo tam macie księżniczek?

– Już sporo. Organizujemy dla nich specjalne skrzydło w szkolnym budynku.

Młoda kobieta milczała, a Kokoryczka mówiła dalej:

– Zauważyłaś chyba, że nie zapytałam ciebie o imię. Nie zdradzaj go ani mnie, ani nikomu w magicznym świecie, również w szkole. Przedstawisz się nam pseudonimem, który sama wymyślisz, lub który ci nadamy, jeśli o to poprosisz. Na razie usiądź przy stoliku i wybierz coś z menu. Jesteś naszym gościem. Za chwilę dosiądzie się do ciebie księżniczka, też prawdziwa księżniczka. Może będziesz miała do niej parę pytań. Pamiętaj, że ona przedstawi się pseudonimem. Dopóki nie wymyślisz swojego, to sama się nie przedstawiaj.

Starsza pani zaprosiła swoją rozmówczynię z powrotem na salę i wskazała wolny stolik. Młoda kobieta podeszła do niego. Była zmieszana, nie wiedziała co myśleć. Usłyszała, jak z głośników popłynęła jej ulubiona muzyka. Rozluźniła się i przymknęła oczy. „Czy to sen” – pomyślała. Okazało się jednak, że nie, bo gdy otworzyła oczy, zobaczyła stojącą obok dziewczynę, która z miły uśmiechem zapytała, czy może się przysiąść.

– Jestem Aks – przedstawiła się.

– A ja…, jeszcze nie wiem.

– Wkrótce będziesz wiedziała – uśmiechnęła się Aks i zapytała – masz ochotę na tort? W tej kawiarni podają cudowny bezowy tort z mascarpone.

Nowo przybyłej zabłysły oczy i uśmiechając się, odpowiedziała, jeżeli księżniczki mogą jeść torty bezowe, to ona też chce być księżniczką. Obydwie się roześmiały i wkrótce pogrążyły się w rozmowie.

Tymczasem na ulicy pewien mężczyzna i uwieszona u jego boku śliczna brunetka w czerwonej sukience szukali lokalu, z którego ich przez chwilą wyproszono. Stali na tej ulicy, ale drzwi do lokalu i witryna zniknęły. Wyglądało na to, że zniknął cały „Klub Anonimowych Księżniczek”, a ulica wyglądała tak, jakby w ogóle nigdy go tu nie było.

Autor Archiwista SC

Młoda kobieta – 336

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła, żeby się rozejrzeć i lepiej poznać konkurencję. Była zaskoczona. Dwa dni temu, wieczorem, wymyśliła nazwę kawiarni i ośrodka wsparcia dla kobiet, którą zamierzała otworzyć w przyszłości – „Klub Anonimowych Księżniczek”. A przed chwilą zobaczyła lokal o tej właśnie nazwie. Musi to sprawdzić i pozbierać myśli.

Może trochę ciszej myśl, księżniczko” – usłyszała w swojej głowie Głos. Zaskoczona słuchała jego telepatycznego przekazu: „Merlin powiedział mi, że przedwczoraj wieczorem twoje myśli zakłócały transmisję każdej stacji radiowej i telewizyjnej. Ludzie skorzystali z twoich pomysłów. W tym mieście jest już kilkanaście „Klubów Anonimowych Księżniczek”. Inne twoje pomysły też się realizują. Nie zdziw się, jak je zobaczysz. W tym lokalu i w innych miejscach spotkasz kobiety ubrane w stroje, które wymyśliłaś i biżuterię którą zaprojektowałaś. „Więc co mam robić?” – zapytała w myślach księżniczka. Głos odpowiedział: „Wracaj do Szkoły Czarowania Babci Jagi, żeby dokończyć naukę. Jeszcze nie jesteś gotowa do przebywania poza szkołą. Dużo musisz się nauczyć, a czasu jest mało, bardzo mało”. Księżniczka z rezygnacją pokiwała głową i wkrótce otoczyła ją chmura dymu, chroniąca przed oczyma ciekawskich portal, którym przeszła do Szkoły Czarowania.

Autor: Archiwista SC

Młoda kobieta – 335

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do drogerii sąsiadującej z Klubem Anonimowych Księżniczek. Udawała, że ogląda wystawione kremy, ale jednocześnie zerkała przez okno z wenecką szybą. Nie kryła się, bo wiedziała, że choć ona widzi ulicę, to nikt z zewnątrz nie dostrzeże jej. Serce jej zamarło, gdy zobaczyła swojego lubego, który wszedł do klubu z jakąś kobietą. Z wrażenia upuściła słoiczek z kremem. Na szczęście nie zdążył upaść na podłogę, bo w porę złapała go właścicielka sklepu. Popatrzyła na dziewczynę ze współczuciem i skomentowała:

– Zakochana, kolejna zakochana.

– Jak on może…, jest moim chłopakiem, chodzimy razem od pół roku.

– Jest zaręczony od dwóch lat. Niedługo ślub.

– Jak on może! Powiem tej lafiryndrze, że zdradza nas obie.

Sprzedawczyni wzięła dziewczynę za rękę i zaciągnęła do kąta w którym stał stolik kawowy i dwa krzesła. Podała dziewczynie szklankę wody i spokojnie zapytała:

– Kochanie, przepraszam, że pytam, ale… czy twój wybranek wie, że jest twoim chłopakiem? Czy on wie, że chodzicie ze sobą?

– Tak, przecież podniósł klucze, które przypadkowo upuściłam, a potem otworzył przede mną drzwi do lokalu, w którym czekała na niego ta lafirynda. Potem uśmiechnął się, kiedy zobaczył moje spojrzenie.

Właścicielka drogerii powiedziała łagodnie:

– Słonko, opisujesz sytuacje, kiedy on był uprzejmy dla ciebie. To za mało, żeby ze sobą chodzić. Obserwuj go, prawdopodobnie jest uprzejmy dla wszystkich kobiet.

Dziewczyna zaczęła płakać. Sprzedawczyni utuliła ją i podarowała jej flakonik perfum. Wiedziała, że ich zapach pomoże dziewczynie zapomnieć o pięknym i uprzejmym nieznajomym.

Mężczyzna, o którym była mowa, pojawił się nagle w drzwiach drogerii, ale szybko wyszedł, gdy sprzedawczyni dała mu znak, żeby się wycofał.

***

Kiedy uspokojona dziewczyna wyszła, po chwili w sklepie znowu pojawił się ów mężczyzna.

– Mamo, czy to była moja kolejna psychofanka? To już jest męczące.

– Przede wszystkim nieodpowiedzialne. To nie jest psychofanka, tylko skrzywdzona dziewczyna.

– Żartujesz…

– Wcale nie. Oddaj mi wszystkie swoje fiolki, również tę, co masz w kieszeni spodni i oddaj klucze do laboratorium. Masz dożywotni zakaz wstępu do niego.

– Jaja sobie robisz? Sama przygotowujesz napary miłosne dla kobiet, a ja nie mogę dla siebie?

– Moje napary działają tylko na jednego mężczyznę, który zaczyna zwracać uwagę na kobietę i trochę bardziej ją lubić. Nie odbierają mu logiki. Jeśli kobieta mu nie pasuje, to on odchodzi. Zawsze uprzedzam o tym klientki.

– A moje perfumy robią to samo!

– Tu się mylisz, to nie są perfumy miłosne. One łączą zapach samca alfa z wytrawnym uwodzicielem i obietnicą szczęścia i pewnością, że jest jedynym mężczyzną, jakiego kobieta pragnie w życiu. Każdej kobiecie, do której ten zapach dotrze, odbierają wolę i zdolność samodzielnego myślenia. Zabierają swobodę życia, decyzji, radość życia. Uzależniają od ciebie, a ty nie dajesz im nic dobrego w zamian. Dostają tylko tęsknotę za tobą i cierpienie. Nawet nie zauważasz wszystkich, których omotałeś.

– Niestety to prawda, synu – odezwał się głęboki męski głos.

Obydwoje spojrzeli na wysokiego postawnego mężczyznę, który mówił dalej:

– Oddaj matce przedmioty, o które prosiła. Zresztą jeśli tego nie zrobisz, to i tak nie będziesz miał z nich żadnego pożytku. Wycofujemy magię z tego świata. I nigdy tu ona nie wróci.

– Dlaczego? – zapytali jednocześnie matka i syn.

– Wprowadziliśmy ją tu na próbę, bo myśleliśmy, że ludzie nie są jeszcze na nią przygotowani. Okazało się, że nieprzygotowani jesteśmy my. Nadużywamy magii dla własnych celów, gdy spotykamy kogoś niemagicznego, kto nie umie się ochronić przed naszymi czarami i manipulacjami. Nie tylko ty synu to robiłeś, inni również. Dlatego Rada Starszych zdecydowała, że nie tylko zupełnie wycofamy magię z Ziemi i ze wszystkich ludzkich światów, zrobimy dużo więcej. Na rok zupełnie wycofamy magię również z naszego świata i możliwe, że po roku przedłużymy to wycofanie. Najpierw musimy się nauczyć bez niej żyć i współżyć ze sobą i innymi rasami. Bez żadnych sztuczek, które by to nam ułatwiały.

Matka z aprobatą pokiwała głową, a syn wyglądał na zrezygnowanego. Po chwili drogeria i Klub Anonimowych Księżniczek zniknęły. Ulica wyglądała tak, jakby nigdy ich tu nie było. W powietrzu unosił się tylko zapach z flakoników, które przynosiły ulgę i zapomnienie wszystkim kobietom omotanym przez młodego czarodzieja. Wiatr rozniósł ten zapach na całe miasto i dalej, wszędzie tam, gdzie był potrzebny.

Autor: Archiwista SC

Księżniczka ze zdziwieniem – 2

Księżniczka ze zdziwieniem i namysłem przyglądała się zielonej żabce, która przycupnęła na balustradzie balkonu… Skąd się tu wzięła? Jak weszła tak wysoko? Wieża górowała nad urwiskiem i księżniczka, nawet mocno wychylając się z niej, widziała tylko niebo i bezkresne morze. Jeszcze nigdy nie odważyła się wychylić tak daleko, żeby zobaczyć krawędź urwiska. Patrzyła więc na żabkę z rosnącym zdziwieniem, a ta tymczasem podskakiwała, jakby chciała coś dziewczynie powiedzieć.

Księżniczka ostrożnie podniosła ją i zaniosła do swojej komnatki. Otworzyła drzwi wejściowe – był to umówiony sygnał, że dzieje się coś niezwykłego – i postawiła żabkę na stołeczku, który przysunęła do Lustra Prawdy. W odbiciu zobaczyła skrępowaną postać, której nie znała. Zachowała powściągliwość. Mimo, że bardzo chciała pomóc tej postaci, nie wykonała żadnego ruchu i oczyściła umysł, by żadna myśl nie zmąciła obrazu. Czekała… Nauczył ją tego jej mistrz – staruszek Merlin.

Wolno oddychała i patrzyła w lustro, pozornie nie poświęcając żabce żadnej uwagi. Obraz się zmienił i ukazał przystojnego księcia. Potem zobaczyła, jak został on zamieniony w małą żabkę, właśnie tę, która siedziała przed lustrem. Księżniczka dalej nieporuszona patrzyła w odbicie w lustrze. Po dłuższej chwili obraz zafalował i oczom księżniczki ukazała się straszna bestia, której odbicie rzuciło się w jej kierunku z wielkim rykiem. Prawdziwej bestii to się nie udało, bo stołek, na którym siedziała, zamienił się w żelazną klatkę, unieruchamiając ją na zawsze w postaci małej zielonej żabki.

Księżniczka usiadła w fotelu i zamyśliła się. „Czy to się kiedyś skończy?” – nawet nie zauważyła, że wypowiedziała te słowa głośno. „Nie wiadomo” – odpowiedział Merlin, który razem z jej rodzicami wszedł właśnie do pokoju. „Cieszę się, że zachowujesz ostrożność” – skomentował i wziął klatkę z małą żabką, żeby zanieść ją lochu, w którym były więzione inne bestie, również pragnące podbić to niewielkie księstwo, gdzieś na końcu świata.

dla Danusi napisał Archiwista SC

Czerwcowa noc – 89

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na sobótkową zabawę. Chcieli się na nią wybrać również uczniowie Szkoły Czarowania Babci Jagi. Poprosili o zgodę Merlina, który najpierw zmarszczył brwi, potem powiedział, że im tego zakazuje, a następnie wyszedł z klasy, żeby niby przypadkiem otworzyć portal, którym można było dostać się do świata ludzi.

Oczywiście uczniowie odkryli ten otwarty portal i poszli na zabawę, rozglądając się na boki i kuląc się ze strachu, gdy zobaczyli postawną męską postać, jakby się bali, że Merlin złapie ich na gorącym uczynku. Mniej więcej po godzinie się rozluźnili i bawili na całego. Nauczyciele, wmieszani w tłum, dyskretnie obserwowali swoich podopiecznych, gotowi interweniować, gdyby zaczęło być niebezpiecznie. Obserwował ich również Głos. Mniej więcej po trzech godzinach strapiony powiedział, że lepiej już będzie zamknąć portal, gdyż zbliża się wielkie niebezpieczeństwo.

Wtedy Merlin z wielkim przytupem przeszedł przez portal do bawiących się ludzi i ostentacyjnie zaczął rozglądać się dookoła, staranie omijając wzrokiem swoich uczniów. Ci szybciutko przekradli się do portalu i wrócili na teren szkoły. Tuż za nimi przeszli nauczyciele, a na końcu Merlin i starannie zamknął portal. Gdy tylko to zrobił, w świecie ludzi, w miejsce, w którym otwierał się portal, uderzyła potężna błyskawica, która wzięła się nie wiadomo skąd. Bawiący się ludzie nawet tego nie zauważyli. Myśleli, że ktoś odpalił racę.

Zdumieni nauczyciele popatrzyli po sobie, a Złota Rybka szepnęła z westchnieniem: „to była dobra synchronizacja”. Głos powiedział, że ten portal jest już bezużyteczny i zostanie na zawsze zamknięty, a zanim otworzą kolejny, musi minąć wiele czasu. Najpierw trzeba będzie dyskretnie dowiedzieć się, co takiego dzieje się w świecie ludzi.

Babcia Jaga była spokojna i pogodna. Uśmiechnęła się i powiedziała: „Wiem, że to niebezpiecznie, ale ryzyko trzeba było podjąć. Nasi uczniowie muszą mieć czasami wrażenie, że robią coś po swojemu. Jest to konieczne dla ich rozwoju, dla ich siły i zaufania do siebie samych”. Mówiąc to, przytuliła Złotą Rybkę i Jęczyduszę. Obie pokiwały głowami, a Jęczydusza wyszeptała: „Wiem o tym, ale jeszcze się boję”. Potem popatrzyła na Jenczy i zastanowieniem dokończyła: „a przecież już dawno powinnam pamiętać, że ten strach kiedyś minie. Babciu Jago, to jakie niebezpieczne zadanie planujesz w najbliższym czasie? Zgłaszam się na ochotnika”. Wszyscy się roześmieli i wrócili do swoich zajęć, wiedząc, że ich uczniowie na pewno nie zasną, bo całą noc będą cieszyć się ze swojej „zakazanej przygody”.

Autor: Archiwista SC

Sosnowy las – 46

Sosnowy las porastał całe wzgórze. Na jego szczycie wyrosło szczególnie okazałe drzewo, które znacznie przewyższało pozostałe. Jego korona sięgała samego nieba. Korzystali z jego gałęzi ludzie, którzy chcieli to niebo pozwiedzać. Korzystały też niebiańskie istoty, które chciały poznać Ziemię. Gwiazdy z jego niektórych konarów zrobiły sobie zjeżdżalnię, a do innych przyczepiły liany i huśtały się wesoło, bawiąc się z młodymi małpkami. Drzewu to nie przeszkadzało, opiekowało się swoimi gośćmi i rosło dalej, bo było bardzo ciekawe świata i chciało zobaczyć tyle nieba, ile się da.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Stare Miasto kusiło – 22

Stare Miasto kusiło turystów rozmaitymi atrakcjami. Nawet dla swoich mieszkańców bywało zaskakujące, o czym przekonał się pewien mężczyzna, który pewnego wieczora postanowił pospacerować dobrze sobie znanymi uliczkami. Od niechcenia przeszedł przez jedną ze staromiejskich bram i trafił do nieznanego sobie zakątka – wszystko tu wyglądało inaczej niż powinno. Gdy obejrzał się za siebie, bramy nie było. Stał na środku wielkiego boiska. Przynajmniej tak mu się wydawało. Po chwili zobaczył, że jednak to nie boisko było wielkie, tylko on był malutki, dużo niższy niż zwykle. Koło siebie zobaczył duży but. Złapał się sznurowadła i wdrapał na górę. Stąd oglądał mecz piłki nożnej prowadzony przez olbrzymów. Po skończonym meczu ruszył przed siebie, żeby poznać nowy świat. Przeszedł przez jedną z olbrzymich bram i nagle znowu się znalazł w dobrze sobie znanym miejscu – na Starym Mieście, po którym tak bardzo lubił spacerować.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Stary pojazd – 56

Stary pojazd cicho turkotał, podskakując na kocich łbach. Przewoził nasz urobek – diamenty i nefryty, które wydobywaliśmy z wnętrza Tajemnej Góry. Wieźliśmy je do naszego banku. Złożyliśmy w depozycie, a potem sprzedaliśmy kupcom.

W naszej Górze mamy wystarczająco dużo diamentów i nefrytu. Starczą nam na wiele stuleci. Wymieniamy je na złoto, bo je lubimy i też jest dobrą walutą.

Wiedzą o tym rozbójnicy, którzy od wielu lat próbują nas okraść – najpierw z przewożonych diamentów, a potem ze złota.

Jednak jak dotąd nigdy to im się nie udało. Nie mieli szans. Zawsze byliśmy dobrze przygotowani. Wybaczcie, że szczegóły zostawimy dla siebie, ale ręczę wam, że w przyszłości też nie musicie się o nas martwić.

A my wracamy do kopania diamentów i nefrytów, bo zwyczajnie lubimy to robić.

Autor: Krasnoludek